Powódź 2010 - schroniskom grozi zalanie !!!

Kategoria: Trudne tematyPowódź 2010



lidka_park
2010-05-19, 12:09
"Krakowskie schronisko, któremu grozi zalanie wodą z Wisły, apeluje do mieszkańców miasta o zabieranie zwierząt na przechowanie. W krakowskim schronisku przebywa około 580 psów i około 150 kotów różnych ras.

Jak poinformował Filip Szatanik z krakowskiego magistratu, schronisko przy ulicy Rybnej niedaleko mostu Zwierzynieckiego na Salwatorze prosi wszystkich, którzy mają warunki, aby zabrali psa lub kota choćby na przechowanie na dwa, trzy dni.

Schronisku grozi zalanie, bo coraz mocniej przecieka wiślany wał w jego rejonie. Zwierzęta można jeszcze zabierać z terenu schroniska, a w razie jego ewakuacji - z miejsca, gdzie zostaną one przewiezione."

źródło: http://dziennik.pl/wydarz...zwierzeta_.html

Również przytulisko w Kędzierzynie jest zagrożone:

http://www.dogomania.pl/t...ZYTULISKO-TONIE!!!-Pow%C3%B3d%C5%BA!
evalla
2010-05-19, 21:17
koniec świata. Ludzie jakoś się uratują, ale zwierzęta zostawiane są samym sobie z wiadomym skutkiem.....
Ania_0411
2010-05-24, 19:43
nie tylko zwierzęta w schronisku są zagrożone... właśnie oglądałam reportaż o tym, jak gospodarze z zalanych terenów wracają, aby ratować swoje zwierzęta. nie wszystkim jednak zależy na tym, żeby wrócić - po świnie, krowy, konie owszem, ale po psa czy kota już nie zawsze    poza tym często nie ma już po kogo wracać
lidka_park
2010-05-29, 07:29
Strażnicy miejscy z Łodzi ratują nasze zwierzęta

Od trzech dni łódzcy strażnicy miejscy pomagają powodzianom spod Płocka. Pojechali z prowiantem, zostali, żeby ratować zwierzęta z zatopionych gospodarstw gmin Słubice i Gąbin.

Agnieszka Urazińska: Mieliście być w Zakopanem. Zmieniliście plany?

Radosław Kluska, straż miejska w Łodzi: - Wiele miesięcy temu zaplanowaliśmy, że z okazji Dnia Matki nasza reprezentacja pobiegnie do Zakopanego. Ale postanowiliśmy bieg przełożyć, by ruszyć z pomocą poszkodowanym. Byliśmy w kontakcie z Centrum Zarządzania Kryzysowego w Płocku i wiedzieliśmy, że bardzo potrzebne jest konkretne wsparcie rzeczowe: konserwa, woda, środki czystości, worki na piasek. Zebraliśmy pieniądze na potrzebne produkty. Mieliśmy wsparcie sponsora, firmy FAN Klimatyzacja, która miała zaangażować się w bieg, ale przekazała pieniądze na powodzian. Zebraliśmy prawie 6 tys. zł i ruszyliśmy na zakupy. Nie wszędzie było miło. W jednym z dużych sieciowych sklepów planowaliśmy zakup worków na piaski. Mówiliśmy, że to dla powodzian i prosiliśmy o zniżkę, ale nikt nas nawet nie chciał słuchać. Poszliśmy więc do Praktikera i Castoramy, gdzie sprzedano nam te worki po cenach hurtowych - sklepy zrzekły się marży. We wtorek rano wyruszyliśmy samochodami wyładowanymi prowiantem i workami.

Planowaliście udział w akcji ratunkowej?

- Nie. Nikt nam tego nie proponował. Prowiant zawieźliśmy w dziewięć osób m.in. naszym "pudełkowozem". Do tego celu posłużyła też przyczepa do transportu koni. Ale na miejscu, gdy ratownicy zobaczyli nasze wyposażenie, spytali, czy możemy pomóc w transporcie zwierząt. We wsiach pod Płockiem sytuacja jest dramatyczna. W Dobrzykowie strażacy usypywali wały z worków, które miały uchronić Płock przed zalaniem. Widzieliśmy słabnących z wycieńczenia strażaków, a w gospodarstwach - przerażonych ludzi i zwierzęta. Strażacy nie byli przekonani, czy podołamy i podeszli do naszej obecności dość sceptycznie. Najpierw mieliśmy tylko wozić zwierzęta z amfibii do wyznaczonych gospodarstw. Ale z transportem pojechali m.in. strażnicy z sekcji konnej, którzy mają podejście do zwierząt. Gdy strażacy zobaczyli, jak sobie radzimy, poprosili żebyśmy byli też przy załadunku ewakuowanych zwierząt, bo z tym był ogromny problem.

Dlaczego?

- Zwierzęta bały się, uciekały. Najbardziej płochliwe okazały się konie, którym siłą trzeba było przestawiać kopyta, żeby wprowadzić je na amfibię. Pierwszy raz widziałem, jak w krótkiej chwili koń potrafi spocić się ze strachu. A w czasie transportu wodą trzech mężczyzn musiało trzymać konia, żeby nie zrobił krzywdy sobie i innym. Prosiaki nosiliśmy za tylne nogi, świnie wkładaliśmy do kosza na śmieci, a znalezionemu gdzieś w wodzie danielowi trzeba było założyć torbę na głowę, inaczej nie chciał się uspokoić. Strach widać też u ludzi, ale oni najbardziej boją się nie o siebie, tylko o zwierzęta i dobytek. Pewien starszy pan na przykład wezwał ratowników po konia, a sam został na gospodarstwie, chociaż jego podwórze przypomina staw.

Kiedy kończycie akcję?

- Gdy przestaniemy być potrzebni. Do Łodzi wróciła już pierwsza ekipa, ale na jej miejsce wysłaliśmy siedmiu innych ludzi. To pracownicy, którzy znają się na zwierzętach, bo na przykład pochodzą ze wsi. Tym razem wyposażyliśmy ich także w klatki na psy i sztywne smycze, bo jest ogromny problem z ratowaniem przerażonych psiaków. Zdarzało się, że ratownik próbował wciągnąć zwierzę na łódź, a ono - oszalałe ze strachu - po prostu człowieka gryzło. Mieliśmy też problem z butami. W środę okazało się, że ze względu na zagrożenie epidemiologiczne, ratownik może wchodzić do wody tylko w woderach, gumowych butach sięgających ud albo nawet pasa. My takiego obuwia nie mamy, a w łódzkich sklepach znaleźliśmy tylko takie, które pasowały na małą damską stopę. Na szczęście pomogli strażacy z łódzkiej straży pożarnej i wypożyczyli nam takie obuwie.

Źródło: Gazeta Wyborcza Płock
http://plock.gazeta.pl/pl..._zwierzeta.html
Gosia.;]
2010-06-02, 19:36
popytam się w rodzinie , znajomych, znajomych znajomych, czy nie mają może miejsca w domu!    zaczynam od zaraz !


Podobne tematy:
powódź 2010 Zagórów
Powódz 2010
powódź A.D. 2010
POWÓDŹ 2010 (28,05,2010)
POWÓDŹ 2010 (27,05,2010)
POWÓDŹ 2010 (30,05,2010)