kubuś puchatek

Kategoria: HYDE PARK




Strona 3 z 41, 2, 3, 4

2ml
2009-10-05, 22:44
  CZĘŚĆ SIEDEMNASTA: THE GREEN POWER

Był piękny sierpniowy poranek... Królik, Kłapouchy, Prosiaczek, Tygrysek i Puchatek siedzieli w domku tego ostatniego. To znaczy Kłapouchy siedział, bo jako najbardziej doświadczonemu zawodnikowi udało mu się nie osunąć pod stół podczas wczorajszej libacji. Reszta towarzystwa była malowniczo rozłożona na wszystkich meblach. Najgorzej czuł się Prosiaczek, który pomylił HERACLESA - Classic Płońsk Aperitif z Borygo (faktem jest, że smak, zapach i kolor były identyczne, więc nawet taki koneser dał się zwieść).
Przed osłem stała zajebistych rozmiarów faja wodna skonstruowana z wiadra, dwóch gumowych węży i obciętej końcówki lufy od dwururki nabitej gigantyczną ilością trawy. Kłapek błogo zaciągał się dymem, który po fachowym przetrzymaniu w płucach wypuszczał pionowo w górę. Na pierwszy rzut oka wyglądał jak mała ciuchcia stojąca na bocznicy.
- Wiesz Królik, niezłe to zielsko, miałeś rację, żeby obok tej debilnej marchewki zasiać zagon gandzi.
- A ty kur*a myślałeś, że co? Ja mam wyłącznie dobre pomysły - stwierdził skromnie Królik - ekstra nasionka, specjalnie zmodyfikowane do hodowli w chłodnym klimacie, mejdin Holland.
- Fakt, że pięknie wyrosły w tym roku, takie wybujałe. A hodowla eksperymentalna w piwnicy też się pięknie rozwija - zauważył Tygrysek i dodał - wiadomo, Polska - zielone płuca Europy.
- A jak przyjdzie Bystry Rydz to powiemy, że wszystko jest legalnie, przecież te pięć hektarów to wyłącznie na własny użytek - roześmiał się Puchatek - zresztą możemy mu coś odpalić, niech kapitan ma trochę relaksu.
- Ty, cwana gapa, nie bądź taki kur**sko szybki, nie ty wyhodowałeś, nie ty będziesz rozdawał - zaperzył się Króliczek i cisnął w Puchatka butelką, upewniwszy się najpierw czy nie pozostała w niej ani kropla Heraclesa.
- Spokój złamasy, czuję się jakby we łbie ktoś mi jeździł czołgiem, a wy ciągle drzecie te w kurwę jeb*ne mordy! - Tygrysek jak zwykle obudził się negatywnie nastawiony do rzeczywistości. W ciszy, jaka chwilowo zapadła, dało się usłyszeć dziwne hałasy dobiegające z zewnątrz oraz śpiewy w stylu "wszystko co nasze Polsceee oddamy"
- Co to, kur*a, jest? - zagadnął Puchatek.
- Może to te cioty z Radia Maryja. Chcą odbudować przekaźnik - jęknął Prosiaczek, po czym przewrócił się na drugi bok - nasz las to jedyne miejsce w kraju gdzie nie docierają fale tego upierdliwego radia.
- Fak it - stwierdził z wieśniackim akcentem Królik.
- Posłuchajcie, ktoś tu lizie... - rzekł Tygrysek.
Wtem do domu wpadł Krzyś i fiknął kozła na bełcie jednego z naszych bohaterów, lądując w następnym. Brygada zgodnie wpadła w brecht.
- Ała. Moja biedna głowa - rzekł Krzyś, poprawiając nażelowaną fryzurę i powoli wstając. Ubrany był w odblaskowe białe dresy z obowiązkowymi czterema paskami (czwarty dorzucił mu gratis sprzedawca w zamian za zrobienie loda), Zaje*iście zielone odblaskowe "addidasy" oraz szpanerskie ciemne okularki. Z kieszeni wystawał mu kur**sko duży słoik z wazeliną - prezent urodzinowy od pana Sowy.
- Czego tu szukasz amatorze cudzych odbytów? - warknął Prosiaczek.
- Może chcesz żeby ci wsadzić obtłuczoną butelkę w dupsko? Mamy tu kilka takich - zaczął dopytywać się Kłapouchy.
- Załogo, nie uwierzycie! - wykrzyknął w podnieceniu Krzyś - przyjechali...
- To ch*j im w dupę! - stwierdził Tygrysek, a Prosiaczek przezornie wyjął swoje ukochane Uzi.
- Przypominam sobie patrząc w jej oczy małe, gdy ci ssałem, a potem mnie od tyłu brałeś - zaczął cicho rapować Kłapouchy - ty głupia cipo, to tekst jakby pisany idealnie dla ciebie - stwierdził.
- Nie, nie, nie rozumiecie - przyjechali harcerze! - zakrzyknął Krzyś - idę się zapisać! Po czym wybiegł z domu.
- Nigdy nie wiem, o co chodzi temu pedałowi. Co to są szalbierze? - spytał Tygrysek, który jeszcze nie do końca się obudził.
- Harcerze, pało - poprawił Prosiaczek - to takie cioty, co jeżdżą do lasu na obozy, aby zbierać jagódki, dokarmiać zwierzątka, nosić zielne mundurki i chustki, słuchać rozkazów i robić "Baczność! Spocznij!".
- Innymi słowy pipy jakich mało? - odrzekł po chwili zastanowienia Kłapołuchy.
- Sytuacja jest poważna - podsumował Prosiaczek.
- Taa. Łi mast destroj dem, or przyjedzie ich tu więcej - powiedział z wieśniackim akcentem Tygrysek.
Tymczasem Króliczek zaczął wyglądać przez okno. Z każdą sekundą jego mina wyrażała coraz większe przerażenie.
- Ja pier*olę, chłopaki! Musicie mi pomóc! Jakieś geje rozstawiają namioty obok mojego ogródka! Zaraz zadepczą całą uprawę marychy! Trzeba im wpiździć!
- To jest, kur*a, skandal! - wykrzyczał oburzony do granic Tygrysek, po czym poczerwieniał jak ruska dziwka.
- Nie bulwersuj się tak, bo ci gały wyskoczą z orbit! - zauważył Prosiaczek.
Kłapouchy milcząc przystąpił do rutynowych czynności: czyszczenia i ładowania broni, sprawdzania wyposażenia, ostrzenia noży. Tymczasem Puchatek, jakby wolny od wszechobecnych trosk wstał po kolejną butelkę. Wyjmował właśnie wino, gdy ktoś zapukał do drzwi.
- Ani chwili spokoju - mruknął Puchatek, po czym podszedł do drzwi. Otworzył.
- A ty kim jesteś? - zapytała postać w zielonym mundurku i śmiesznej czapce.
- Jo Sem Netoperek - odparł Kubuś.
- Bo widzisz, mamy teraz grę, a tu gdzieś miał czekać mój druh drużynowy... - powiedział znowu tamten.
- Zaraz, zaraz... - mruknął Puchatek - czy ty przypadkiem nie jesteś harcerzem? - zapytał sięgając po przedmiot za szafą.
- Tak! Zastępowy Wrona melduje się na punkcie... - nie dokończył gość. Nagły cios bejsbolem pozbawił go wszystkich zębów.
- A masz, ty pedalska cioto! - ryknął Kubuś.
Cała ekipa momentalnie poderwała się na nogi.
- Widzę, że zajebałeś skur*iela! - Tygrysek był jak zwykle bezpośredni.
- Teraz wyślemy im jego kawałeczki - radował się Królik - o takie malutkie!
- Nie! Nabijmy go, kur*a, na pal! - krzyczał Kłapołuchy.
- Wsadźmy mu rozgrzane żelastwo w dupę! - coraz głośniej wrzeszczał Prosiaczek.
- Zamknijcie ryje! To ja mu przypierdoliłem i ja wymyślę co z nim zrobić! - krzyknął Puchatek.
- Więc dobra, mądralo. Co z nim robimy? - spytał nieufnie Tygrysek.
Kubuś miał właśnie odpowiedzieć, gdy do drzwi zapukał kolejny gość.
- Co to, kur*a, jest? Autostrada? - ryknął Puchatek - jeśli to znowu jakaś ciota, to nie wyjdzie stąd cało!
Tymczasem do domu wpadła cała brygada ubrana w czarne skóry. Byli to Łowcy Pip, jednak nie było z nimi ich lidera DonVasyla(tm).
- Siemanko, niezłe wdzianko... - począł głucho rapować Kłapołuchy.
- Słyszeliśmy, że w okolicy są jakieś pipy - zagadnął czwarty z Łowców - są nam bardzo potrzebne, DonVasyl(tm) ma kłopoty z erekcją, jeśli nie zapierdoli jakiejś pipy nie będzie mógł zerżnąć już żadnego kurwiszcza, kurwy, a nawet kurwiątka.
- To bardzo przykre, tak chcieć i nie móc - zauważył filozoficznie Prosiaczek - ale mamy dobre wieści: wasz przywódca przepiłuje jeszcze niejedną szparkę.
- Taa. W okolicy jest cały obóz pełen pip. To zjazd pip z całej Polski. - odpowiedział Prosiaczek.
- To my lecimy po DonVasyla(tm)! - stwierdził ósmy z nich.
- Dobry pomysł - zawtórował piąty z nich.
- Na co więc czekamy? - spytał giermek, po czym obydwaj wybiegli z domku.
- Panowie, trzeba coś wymyślić. Musimy się pozbyć tych zielonkawych zafajdańców z lasu! - rzekł po chwili namysłu Tygrysek - i lepiej się pośpieszmy, zanim ci porypani Łowcy Pip wkroczą do akcji, nigdy nic dobrego z tego nie wynika.
- Eureka! Odkryłem! Veni, Vedi, Van-Damme! - wykrzyknął Prosiaczek - Pójdziemy na posterunek policji i powiemy, że w lesie odbywa się właśnie zjazd pedofilii - naturystów. Komendant ich zgarnie i jeszcze będzie nam tak wdzięczny, że pewnie coś odpali, a my nawet nie będziemy musieli wchodzić do tego zadupnego obozu. Jest za gorąco żeby się bić.
- Świetny pomysł, Prosiaczku. - stwierdził Tygrysek. - chyba wiem jak załatwić tych zielonych popaprańców...
Po czym cała grupa udała się na posterunek. Po przybyciu na miejsce Tygrysek tajemniczo zakomunikował:
- Chłopaki, zaprowadźcie szeryfa do obozu, spotkamy się później!
Po czym zniknął w zaroślach. Reszta brygada zapukała do drzwi opatrzonych tabliczką, którą ktoś przemalował na "Polucja". W drzwiach stanął kapitan Bystry Rydz..
- Ahoj, panie władzo! Wiemy, że pan kapitan jest niestrudzonym obrońcą porządku i ładu moralnego w lesie - zaczął Puchatek, który był mistrzem włazidupstwa - dlatego chcemy zameldować o strasznym naruszeniu prawa! W okolicy znajduje się nielegalny, kryminalny obóz, założony przez zorganizowaną grupę przestępczą!
- Tak. Zanieczyszczają wodę! - zawtórował Kłapołuchy.
- Niszczą przyrodę i wycinają las! - dodał Królik.
- Napastują sarenki! - krzyknął Prosiaczek.
- I utrzymują stosunki analne! - dorzucił swoje Puchatek.
- Tak dalej być nie będzie! - wykrzyknął oburzony kapitan - zbiorę swoich ludzi i zamkniemy towarzystwo.
Już po chwili wszyscy stali kilkadziesiąt metrów od obozu.
- Poczekajcie, ja z nimi pogadam - powiedział kapitan, po czym wojskowym krokiem udał się do namiotów. Jednakże Bystry Rydz błyskawicznie wrócił i wściekły orzekł:
- Wszystko wydaje się być w porządku. Jest czysto i cicho. I mają zezwolenie na pobyt - Kapitan robił wrażenie zawiedzionego - a wam, dowcipnisie, odechce się głupich żartów! - zwrócił się do naszych bohaterów. Już miał się na nich rzucić, gdy ktoś krzyknął:
- Te, niebieski! Pała ci wystaje!
Był to Tygrysek, przebrany w mundur harcerski i stojący na głównym placu obozu.
- Coś ty gówniarzu powiedział? - ryknął Bystry Rydz.
- Pałą go, pałą go, pałą go i w łeb... - zaczął śpiewać Tygrysek.
- Ostrzegam, jeszcze słowo i... - darł się kapitan.
- Bystry Rydz śpi z pałą na wierzchu! Psy do suk! pier**lić policję! Twoja pała już sparciała!
- Miarka się przebrała! Zamykamy obóz!
Po czym kapitan i jego ludzie rzucili się na harcerzy i rozpoczęli pacyfikowanie (pałowanie). Tygrysek w ostatniej chwili zdołał zrzucić mundur i schować się w krzakach. Przerażeni harcerze rozpierzchli się na wszystkie strony, ale i tak dosięgały ich ciosy pałek, granaty z gazem łzawiącym i gumowe kule. Po chwili wszyscy uczestnicy obozu leżeli pobici i skuci kajdankami. Co bardziej krewcy funkcjonariusze kopali leżących. Po bitwie (której ochoczo dopingowali nasi bohaterowie) kapitan podszedł do Puchatka i rzekł:
- Spełniliście dziś obywatelski obowiązek. Oto wasza nagroda. - rzekł dumnie Bystry Rydz, po czym wręczył bohaterom plik banknotów "zabezpieczonych" z obozowej kasy. Następnie odszedł, aby konwojować więźniów.
- Uff! Mało brakowało! - rzekł Puchatek.
- To, co cię nie zabije, uczyni cię silniejszym - zaczął filozofować Kłapouchy.
- W sumie to był bardzo udany dzień - skonstatował Króliczek - a kapitan nawet się nie zorientował, że stoi obok pola marihuany.
- On pewnie myśli, że gandzia rośnie w postaci plastikowych torebeczek, które zwisają z krzaków - roześmiał się Puchatek.
- No, i teraz mamy kasę na kolejną imprezę! I świat jest trochę lepszy! - odparł Tygrysek, po czym nasi bohaterowie udali się do BabyJagi(tm), aby wydać swe ciężko zarobione pieniądze.

KONIEC CZĘŚCI SIEDEMNASTEJ
2ml
2009-10-05, 22:44
  CZĘŚĆ OSIEMNASTA: NEVER DRINK WITH STRANGERS

Nad stumilowym lasem budził się piękny i słoneczny styczniowy dzień.
- Ja pierkurwadolę! Znowu leje - skomentował pogodę wracający do życia Puchatek.
- Pić! - dodał.
- Farby! - darł się Kłapouchy wypuszczając z objęć kibel.
- Ja ci kur*a dam farby! Klina ci trza chuju jeden! - uciął Tygrysek, wyciągając spod zlewu specjalnie tam przez niego schowane "na rano" flaszki z japcokiem - Co my tu mamy? - oblizał się Tygrysek - ARIZONA, moje życie! Chłopaki, wstawać kur*a! Jebiemy po flaszeczce.
Po jednej, było jeszcze po jednej. Po trzecią kolejkę pod zlew wyprawił się Prosiaczek. Wlazł do szafki i zginął.
- Dawaj wino cholerny Bekonie! - zniecierpliwił się Kłapouchy - Słyszysz różowy skurwysynu? Czy może mam tam wleźć i ci pomóc?
- Ale... ale tu już nic nie ma! - desperacja w głosie Prosiaczka podpowiedziała przyjaciołom, że mówił prawdę. Wszystkim zajrzało w oczy widmo utraty sensowności tak mile rozpoczętego dnia.
- Do Babajagi! - Królik nigdy nie tracił zimnej krwi - zrzuta chamy!
Po paru chwilach wszyscy raźno popierdalali na Piwną Górkę, gdzie od dawien dawna stała na koguciej nóżce chatka Babajagi, vel Konstantynopolitańczykowianeczkitrzy, w skrócie zwanej chujem. Był to przybytek tak lubiany jak i niezbędny. Babajaga produkowała zawsze nieziemski, wręcz zajebisty specyjał - HERACLES - Classic Płońsk Aperitif. Ostatnio dołączyła do niego nowa marka ARIZONA - Mix, która od razu przypadła do gustu naszej brygadzie.
- Hej, Babajaga! To my! Szykuj flaszki, albo ci ten domek rozjebiemy! - Kłapouchy zawsze lubił ciepłe, przyjacielskie powitania - słyszałaś, ty obleśna zapiździała kurwo?
Tygrysek wszedł pierwszy i rzeczowo rzucił - Dwie zgrzewki Arizonki! Ino rys! - po czym odwrócił się do kumpli - jakieś plany na tak pięknie rozpoczęty dzień?
- Te, Babajaga! Co z tym winem? kur*a! Przecież nas suszy!
Dopiero Prosiaczek wykazał się spostrzegawczością - Ej, co jest do chuja mamy? Gdzie ta głupia dupa? Widzieliście ją dziś wogóle?
- Ja tu widzę niezły burdel! - skomentował Puchatek, obchodząc wokół sklep - Ni chuja. Znikła. Ale, ale, tu jest siakaś kartka!
- Dawaj! - wrzasnął Królik - Co? Co to kur*a ma znaczyć? Nie moszna tak se w chuja walić ze stałymi klientami!
Podniósł się zajebisty rwetes, bo każdy chciał zobaczyć kartkę. Królik padł ze złamanym nosem, a Tygrysek zaczął na głos czytać: "Zdupczyła się aparatura do produkcji wina. Wyjeżdżam po części! Zostawiam wam ostatnie dwa sześciopaki Arizony. Wrócę za ok. dziesięć dni. Babajaga."
- Ja pierkurwadolę po dwa-jeb*ne-kroć! - sapnął Puchatek, po czym zemdlony padł na podłogę jak jakieś cholerne ścierwo.
- Dziesięć dni! Dziesięć jebanych dni! Bez alkoholu! - Prosiaczkowi łamał się głos - my tego nie przeżyjemy. No fakin czens!
- Może nie przeżyjemy, ale najpierw coś rozpierdolimy! Poza tym, mamy jeszcze kwasik! Może gdzieś kur*a wygrzebię jakieś zapomniane pudełko chujowego butaprenu!
- Tygrysku, proszę. Chociaż raz nie bądź takim przemądrzałym skurwysynem! Kwasik to nie wszystko! Nie samym kwasem człowiek żyje, a japcokiem kur*a tak! - uciął te puste dywagacje Królik - ale coś rozjebać, no, no to jest zawsze wyjściowo. Chodźcie do tej pipy Krzysia. Jak mu spuścimy porządny wpierdol, to nam się może i myśli rozjaśnią.
Po tych słowach wszyscy rozbiegli się w swoją stronę. Oczywiście najpierw opierdolili te dwa marne sześciopaki Arizonki i umówili się o rzut beretem od domku pipy. Ostatni przybył Tygrys.
- Sory bojz żeśta na mnie czekali, ale ja bez kwasika nie umiem tej mojej giwery obsłużyć. Mam też dla was, zarzućcie po jednym, może choć na chwilę zapomnimy o naszym smutnym losie!
Już po chwili rzucili się na domek, tratując pedalski płotek i wrzeszcząc na przemian "DOOM" i "Kil dis faken gej!". Krzyś chciał się schować do lodówki, ale ni chuja! Sprytny Królik go tam wyczaił i wyciągnął na środek pokoju.
- Ściągaj gacie! - wołał Kłapouchy - wsadzę mój obrzyn w te twoją niedopierdoloną pedalską żyć! Ściągaj mówię!
- Nie, Kłapouszku, nie możesz mu tego zrobić! - zapiszczał nie wiedzieć czemu Królik.
- Siat da fak ap! Wsadzę mu tego obrzyna w dupę! Niech ch*j popamięta, że jak nie ma co pić, to jezdem Zaje*iście wkurwiony!
- Ależ nie, nie. Wsadzimy mu. Ale nie obrzyn - Królik uśmiechał się obleśnie coś za sobą chowając - wsadzimy pipie to!
- Ja pier*olę. Królik, ty to masz łeb! - Tygrysowi oczy wprost świeciły z radości, a na dodatek źrenice miał jak pięciozłotówki - Jebaj go, jebaj.
Królik powoli wyciągnął TO zza pleców. Trudno opisać te kur**sko głośne wrzaski, które brygada wydała zobaczywszy TO, co Tygrys przed momentem.
- Królik, ty chuju, skądś wytrzasnął taki piękny kompresor Karchera? - Kłapouchy był wniebowzięty - Dawaj mu go w dupala! Prosiak, odpalaj silnik! Puchatek, wsadź mu koniec w dupę i pilnuj ciśnienia! No, panowie, cztery atmosfery chyba wystarczą, co? Dajemy!
Wrrrrr zawył silnik. Sssss zasyczało. Nieeee wrzeszczał Krzyś, ale radość była taka, że przyjaciele nie słyszeli tych hałasów. Krzyś skręcał się i puchnął, aż w pewnym momencie wyrzygał śniadanie. Potem wysrał gębą wczorajszą kolację, obiad, i przedwczorajszy obiad...
- Hurra! - darł się Tygrysek - to się nazywa kogoś wydymać!!! Ale wiecie co, chłopaki, mnie się od początku wydawało, że on powinien srać tą swoją pojebana mordą. Dupę ma przecież dla gości...
- Ja pier*olę, je pierkurwadolę... - stękał z radości Puchatek - Hej, Prosiak! Wyłącz to kur*a, bo nam Pipa pierdolnie! Musi być w jednym kawałku na następny raz!
Tym razem Krzyś miał szczęście. A może jednak pecha? Tymczasem Królik znalazł w pokoju Pipy zestaw "Mały Chemik" i wpadł na genialny pomysł: - Hej, kutasy wy moje! Europa! Odkryłem! Veni vidi vyczaiłem! Przecież to prawie takie, jak to na czym Babajaga robi wino! Upędzimy bimbru! Nie umrzemy! - Po czym wszyscy zgodnie popierdalali do domku Królika, mącić wynalazki.
- Te, kur*a, Królik długo jeszcze - żalił się trzeciego dnia Tygrysek - Ja już ciągnę na resztkach butaprenu, chłopaki w akcie desperacji wlewają w siebie to pierdolone borygo. Mnie jest już chujowo! Ja chcę pić! Słyszysz, ty je*any w dupę leszczu? Gdzie ten kurewski bimber?
Nagle z zewnątrz dobiegł gang silnika Harleya, po czym ucichł. Chłopaki już powyciągali giwery, żeby grzecznie powiedzieć gościowi co by spierdalał, bo jak nie, to go nabiją na pal, zgwałcą mu córkę, zjedzą żonę i spalą dom, gdy w drzwiach stanął jakiś duży facio i powiedział: - Haj, aj'm Zed.
- Jaka kur*a zebra? - Kłapouchy nie był już w najlepszej formie. Dopalał ostatki grasu jaki wygrzebał po szufladach i posiłkował się w tym zieloną herbatą - To nie jest żadne chujowe zoo! Widzisz tu kutasie siakieś zwierzęta?
Tymczasem facio wyciągnął Zaje*iście dużą flachę łyski i z uśmiechem spytał - Aj fołt samłer hir łoz to bi e party? Ejnt' it?
Tego było dla kolegów za wiele. Rzucili się na flachę jak jacyś naćpani, pokurwieni alkoholicy, co to im fabryczkę jaboli zamkli.
- Ja pier*olę! Prawdziwa wóda!
- Dawaj, skurwysynu, ja pierwszy!
- Nie, ja!!!
Tymczasem Królik najspokojniej w świecie skończył warzyć bimber i porozlewał go do flaszek. Ot, tak po litrze na mordę. Wlazł do pokoju w samą porę, bo łyski już "pękła" a i nastroje były zajebiste, wszyscy załapali właśnie smaki.
- Dawaj kur*a Królik ten twój eliksir!
- Ejże - zaniepokoił się Królik - co to za kutas pierdolnął dupsko w moim fotelu?
- Nie wiem, nie znam go! - wrzasnął Prosiaczek - Ale kolo miał wódę, to musi być zajebisty gość! Dawaj ten bimber, albo ci zrobimy hot-doga z twojego chuja i każemy zjeść! - Sprawa była poważna, bo Bekon już wyciągał uzi zza paska.
Ach, jaka to była impreza... Kłapouchy skakał z lampy do miednicy z wodą i mówił że jest "baletkurrrwammisstrzemm z pieeerrrdolonej rewii na ssmmalcu". Tygrys wyczaił w kieszeni jeszcze dwa kartoniki z jego ulubioną przyprawą i dostał zajebistego tripa... Szkoda tylko, że Kubuś z Królikiem wmówili mu, że jak nie zwali konia ze dwadzieścia razy pod rząd, to mu jaja z przepełnienia pękną. A Prosiaczek, tak mu się zachciało dupczyć, że latał po domu bez spodni i wrzeszczał "w pipu, w pizdu, no chociaż w paszczu!", dopóki nie włożył chuja w wyżymaczkę od pralki typu "Frania", co spowodowało u niego chwilowy zanik wizji i fonii. A Kubuś z Królikiem zorganizowali zawody w rzyganiu na czas i odległość. Rzygali od stołu, aż do trzeciej rano. Padło kilka falstartów, więc się i objedli, ale było Zaje*iście.
A rano, no cóż, rano wstali i obejrzeli Teleexpres (kultura musi być i ch*j - jak powiedział Tygrys), Zeda już nie było, a wszystkim jakoś nogi nie chciały się zejść razem i mieli dziwne uczucie, jakby im kto z dupy zrobił jesień średniowiecza...

KONIEC CZĘŚCI OSIEMNASTEJ
2ml
2009-10-05, 22:45
  CZĘŚĆ DZIEWIĘTNASTA: ALIEN

Była piękna wiosenna noc. Przez ciszę oraz mrok Stumilowego Lasu przedzierały się okrzyki i śpiewy wydobywające się z domku Prosiaczka.
- He, he... to jest zajebiste! - podniecał się Królik.
- No, mówiłem wam, - przymrozki, nie przymrozki, ale zawsze trzeba mieć swoje "drzewko szczęścia" - stwierdził Kłapouchy, trzymając w pysku faję XXL (hit sezonu, prosto z Zakopca) napełnioną trawą.
- Pszyjszła do mnie... nie wiem skąd - zaczął podśpiewywać Królik - zawróciła w głowie tak dokładnie, teraz wiem to jest to jest to... ooooo GAŃDZIA!!!
Z nieprzeniknionych obłoków dymu wyłoniła się postać Prosiaczka.
- Eeeee... emmm... ehym - zaczął mamrotać.
- Grasz w zielone? - zapytał Królik - mejd in Kłapouchy's doniczka!
- Hę - nie kontaktował Bekon, trzymając w łapkach ostatnią flaszkę Króliczanki (bimbru, który od pewnego czasu pędził Królik) - Fcecie chłopaky?
- Dawaj no tu - Kłapouchy wziął parę łyków, po czym zdziwiony stwierdził - hem? Bekon, cos ty tam nalał? Kopie jak ch*j!
- Hreed... Bull... - przeliterował Prosiak, po czym nieprzytomny wyrżnął w podłogę.
- Hhehe, po tym enerdży drinku Prosiaczek będzie miał kaca przez trzy dni - zaśmiał się Królik - ale jeśli o spiryt chodzi, to jest problem - kartofle się skończyły, zgniłe jabłka też.
- A te ruchane marchewki? - sapnął rozgniewany Kłapouchy - nie przejdą?
- Ta... chcesz z marchewy robić Bollsa?! - Królik nie znosił braku poszanowania - "łódki w lodzie" z marchewką mu się zachciewa!
- To niedobrze... cholera, noc jeszcze młoda, a tu nie ma nawet kropelki - Kłapouchy zaczął szybko łapać deprechę.
Kilka metrów dalej Puchatek i Tygrysek siedzieli przed telewizorem i oglądali film na wideo. W związku ze słabą widocznością, wynikającą z przesycenia powietrza oparami spirytusu i dymku z fajki Kłapouchego, nasza dwójka siedziała pół metra od ekranu.
Tanija agencija, ukraińskoje prezentijat... Sex-files - zadudniło z głośnika.
- Eee... ehehe... goła kosmita - zaśmiał się wieśniacko Kubuś - ty, włochate, zielone, melony ma!
Nie spotkało się to z żadną reakcją Tygryska, który siedział nieprzytomy, wspierając się czołem o kineskop telewizora "Rosyjskoje-reaktoroje".
- Mulder nie! - wrzasnął nagrzany Puchatek - ona ma druta, uciekaj!
- kur*a! - zaryczał rozjuszony Kłapouch - nie ma już spirytu, dopiero północ, a spirytuala nie ma! - lamentując, rzucił pustą butelką w kierunku telewizora.
Tygryskowi przypadła bohaterska rola ochrony kineskopu; wypełnił ją mimowolnie obrywając flachą w głowę.
- W dupę ją Scully, w dupę! - kibicował nieporuszony Puchatek - za Muldera!
- Auu - jęknął Tygrysek wyrwany siłą z tripa.
- O faken, nie działa, co jest? - zdziwił się Kubuś - wideo Prosiaka znów wciągnęło kasetę! Najlepszy moment był! kur*a jego mać!
Tygrys zaczął dochodzić do siebie:
- Mój łeb - syknął - skąd taki kac? - dawać flachę!
- Nie-e-ma - powiedział z desperacją Królik.
- Jak to:. "nie-e-ma"? - krzyknął w przestrachu Puchatek - ale mi trzeba!
- Słyszeliście ochotnika - warknął Tygrys, który przypomiał sobie, że Puchatek mu zeżarł ostatniego kwasika trzymanego na "po podróży".
- Dobra, nie kłóćcie się... lepiej obaj pójdźcie, i to biegiem, chyba zaraz lunie - wymędrkował Kłapouchy.
Kuba i Tygrys zygzakując pobieżeli do Buttleyem BabyJagi.
- Te, Tygrys, zapierdalaj szybciej bo mokną mi jaja - zadygotał Kubuś - ja no bym normalnie, te jeb*ne chmurki zajebał (środki artystycznego wyrazu nie były mocną stroną misia).
Niedługo obaj dotarli na Piwną Górkę.
- Abrakadabrachokuspokuskonstantyneapolitańczykowianeczkitrzy! (kurde) - mieszał się Puchatek - chcemy trzy sześciopaki winobluszczywin Herakles!
- kur*a! - z jękiem otworzyły się drzwiczki chatki na kurzej nóżce i wygramoliła się z nich zaspana Abrakadabra - kur*a, te debile przerwały mi sen - Tygrys łap! - rzuciła z góry towar wprost na Tygryska - I nie budźcie mie kur*a więcej! - zatrzasnęła drzwiczki.
- Ałł - zajęczał posiniaczony Tygrysek - szacunku dla klienta, to za cholerę w tym posranym kraju.
Obciążeni flaszkami niebiańskiego trunku bohaterowie skierowali się w kierunku domku Prosiaka.
- Hmm - stwierdził Misiek - Tygrys, nie dawaj mi więcej kwasów. Czy mam zwidy czy tam stoją jebani kosmici?!
- Spoko, też ich widzę - potwierdził Tygrysek - to nie ufoki tylko Ukraińcy z Czarnobyla.
W mgnieniu oka ku naszym towarzyszom zbliżyły się dwie świecące w mroku lasu postacie.
- Witajcie, wy ziemskie pokraki - powiedział ufok podobny do krzyżówki Krzysia z Obcym 4.
- Jesteśmy przedstawicielami Pederacji Międzygwiezdnej - dodał Alien - to właśnie my zwiedzamy najdalsze zakątki wszechświata w poszukiwaniu nowych destylatornii, kosmicznego spirytu, nie odkrytych melin, to my, nikt inny, podążamy tam gdzie żaden żul nie puścił jeszcze pawia - kończąc kwestię, obcy rzygnął niebieskim glutem - Jestem Mr. Zboq.
Obok niego stała istota, ku uciesze Tygrysa, łudząco podobna do zielono-skórej, pokrytej lepką substancją Britnej Śfirs.
-A ta, to porucznik O'Hera - dodał przybysz - dostaliśmy cynk, że w tej zapadłej galaktyce niejaka BabaJaga manufakturuje płyny alkoholopodobne znane jako Heracles - Classic Płońsk Aperitif - stwierdził - jesteśmy tu po to, by zająć towar do szczegółowych analiz i zanihilować istotę znającą jego skład w celu zatarcia poszlaki.
- O faken, anal... co? Tygrys, mamy problem - szepnął Puchatek Tygryskowi, ten jednak był hipnotycznie zapatrzony w towarzyszkę Zboqa. - Co, ona? Pojebało cię na prążkowany ryj?
- A więc gdzie do kurwy nędzy jest Abrakadabra, wy jeb*ne żule? - zapytał uprzejmie Obcy.
- Co kur*a? - ocknął się Tygrys - eeee nigdzie, my tylko po... ja pier*olę niepowiem jak... - nie dokończył, gdyż w tym momencie szarpnął nim promień fazera porucznik O'Hery.
- A te Heraklesy to gdzie taszczycie? Co? - dodał Obcy.
Podgotowany Tygrys zaczął coś niezrozumiale pieprzyć:
- Wiesz co mała? Stoi mi pała... Nie no kur*a, znam takie miejsce w które mógłbym cię kochać i jebać, i p... - je*nął nieprzytomny pyskiem o ziemię.
- A może i ciebie cipo mamy też wyłączyć? - zapytał Zboq trzęsącego się misia - gdzie ch*j?
Choć Kubuś był misiem o bardzo małym rozumku (wypalonym siarą), jednak doskonale wiedział, że w tej sytuacji najlepszą metodą obrony swych praw będzie ucieczka. Podjął kilka anemicznych kroków wstecz i dał nura w zarośla.
- Nie mamy czasu na tego małego skurwysyna - powiedziała O'Hera - moc destylatorów denaturatowych drastycznie spada, bierzmy lepiej tego prążkowanego ciecia na spytki.
W tym czasie Kubuś zapierdalał na swoich jakże skacowanych nóżkach, by ostrzec brygadę.
Po chwili wpadł do chatki Prosiaczka:
- Oni, kur*a, pedały, Ukraińcy - nie mógł dojść do siebie Misiek.
- Ty debilu, kur*a ocipiałeś, czy co? Gdzie wino? - przeszedł do konkretów Kłapouchy - Głowę mam jak ze szkła!
- Te, te Ukraińcy zajebały Tygrycha i Heraclesa, i chcą jeszcze Babejagę - wystękał Kubuś.
- Dobrze, rozumiem Tygrysa, ale Babejagę? - nie mógł pojąć Prosiaczek - I ty im na to tak sobie, jak gdyby nigdy nic, pozwoliłeś?
- A co, czy widok Britnej Śfirs z czułkami na silikonach i giwerą w łapach napajał by cię optymizmem? - zajęczał Puchatek.
- Ja pier*olę... nie pier**l - błysnął intelektem Królik.
- Idą na Piwną Górkę, zajebią Babejagę i...
- ...Nie będzie już więcej Heraclesa! - zatrząsł się Królik.
- If so, a mans got to do, what a mans got to do - sapnął Kłapouchy - Ale jak zapierdoliłeś Tygrycha i wychlałeś całe wino, to pomyśl sobie że już jesteś martwy - wycedził. - Oki, za godzinę spotykamy się tutaj, z wyposażeniem.
I tak nasi przyjaciele rozeszli się do domków w poszukiwaniu narzędzi krzywdząco-niszczących.
- No dobra - zaczął Kłapouchy - Puchatek bierze kałasza, Prosiaczek ma swoje Uzi, Królik ty cherlawa pokrako, bierz wiadro granatów... dobrze że ich nie wyrzuciłem - wycedził Osioł przez zęby, czyszcząc swego obrzyna.
Wkrótce nasi bohaterowie ruszyli mężnie ku drodze chwały, by wyrwać przyjaciela z Obcych rąk.
Wstawał już świt gdy brygada dotarła na miejsce przeznaczenia.
- O faken, słyszę. - syknął przez zęby Królik.
- A co? - zapytał się niepewnie Kubuś.
- A kur*a twoi znajomi robią coś z Tygrysem, słysze jakieś głuche kołatanie.
- I co? Nadal nie chcesz mówić? Porucznik O'Hera! Jeszcze jedna lewatywa dla naszego małego przyjaciela - krzyknął podniecony Zboq.
Tygrys żył, ale jego sytuacja nie przedstawiała się najlepiej. Był związany iście pedalskim rzemieniem, a gumowa rura łączyła jego dupsko z pompą hydrauliczną i butelką wina.
- Upijają go przez niebyt... eee znaczy odbyt - Puchatek był cokolwiek zaszokowany.
- Ojejkujejkujejku. kur*a jego robiona. To nasz Herakles - zadrżał Prosiak.
- Wyciągam ogólne wnioski, iż praktyki "Gadająca pompka" nie działają na naszego przyjaciela - stwierdziła podniecona Britnej.
- A więc protokół piąty - Alien zacisnął swoje zielone odnóża - O'Hera, proszę umieścić paralizator jonowy w odbycie obiektu!
- Baby dont cry, pray to lord high, we aint gonna die - jak zwykle podśpiewywał przed akcją Kłapouchy.
- Nie wytrzymam! - wrzasnął nagle Królik, demaskując przy tym dyskretną akcję ratunkową - kur*a! My tu się o ciebie Prążkojebie boimy, a ty se tu z tymi ciotami robisz dobrze, co?!
- Marchewa... cię pojebało? - sapnął skulony Prosiak.
- Co? There are more of them? - niedowierzała O'Hera - jesteśmy otoczeni!
- Nie trzeba było tak go długo dupczyć - krzyknął Zboq.
- Ale to była przecież standardowa procedura public relations: łelkam in piss.
- Zamknij dziwko ryja! - warknął Zboq, którego zaniepokił wyłaniający się z kałachem w łapkach Puchatek.
- O panowie, robi się zadyma - uśmiechnął się Kłapouch - zupełnie jak w Aliens vs Wibrator.
- ch*j ci w ucho ty wełniany zboczeńcu! Nie bez powodu tak cię nazywają - krzyknęła O'Hera do Zboqa - odkąd wyżebrałeś du*ą stanowisko pierwszego kapitana, ci tylko wazelina i odbytnicze imprezki w głowie!
- Hehe... on mi normalnie tym gejowskim ryjem Krzysia przypomina - zasapał Króliczek.
- Eee, wykluczone. Pipa ciężko dorabia u pana Sowy, odkąd ten sukinsyn otworzył podziemny klub dla pedofilów - zaprzeczył z diabolicznym uśmiechem Kłapouch.
- kur*a oni się wydzierają, a mnie głowa pęka - przypomniał sobie o kacu Prosiaczek - konflikt międzygwiezdny? Fakit. Die alien scumm! - krzyknął chwytając w łapki ukochane Uzi.
- Zaraz ci dojebie z pejcza w twoje niepokorne latexy - Zboq nie dokończył konwersacji z międzyplanetarną odmianą Britnej, gdy Prosiaczek celną serią odzielił jego głowę od reszty ciała.
Obcy padł na ziemię, a jego zwłoki błyskawicznie zamieniły się w bulgoczącego, zielonego gluta.
- Oto koniec tyrana - powiedziała z uśmiechem O'Hera - Jak mam wam dziękować? Uwolniliście mnie oraz Federację od dowództwa zboczeńca, komucha, pokraki i ostatniego debila. Dzięki wam nadejdą dla wielu istnień upojniejsze czasy. W podzięce zwrócę wam dziesięciokroć utraconych winobluszczywin. Wasze imiona oraz Heracles - Classic Płońsk Aperitif zasłyną na cały wszechświat, po wsze czasy.
- A może tu i teraz - sapnął uśmiechnięty, aczkolwiek wymęczony Tygrysek.
- Siat da fak ap! Ty już swoje miałeś - nie krył oburzenia Kłapouchy - a zresztą - syknął pod nosem - jak on mógł, na widok tej zdziry chce mi się rzygać.
- Pa, skarbie - zwróciła się Britnej do Tigera - Scotty Pick me up!
- No i patrzcie... rozpłynęła się, gdyby nie ta góra Heraklesów pomyślałbym, że to jakiś je*any sen - stwierdził Kubuś.
- No to się lepiej kur*a obudź, jest siódma rano, ziąb, że gały ściska, o kacu nawet nie wspomnę - mruknął Kłapouchy.
- Nie wiem jak wy, ale ja się czuję kur**sko dumny - wyskoczył Prosiaczek.
- No dobra hero, ale mogliście się ździebko matkojebcy pośpieszyć! I mnie kur*a rozwiążcie! - Tygrysek poczuł, że ma dość całej sytuacji.
- Fajnie było? - wycedził troskliwie Prosiaczek.
- Ten zboczeniec wyraźnie chciał się do mnie dobrać, ale ona, ach, najwyraźniej nie chciała go do mnie dopuścić.
- Nie fantazjuj, lepiej zastanów się jak my to wszystko zabierzemy - mruknął Kłapouchy spoglądając na stojącą obok górę win.
- Najpierw przetestujmy, czy aby na pewno nie podróba - zatroszczył się Prosiak.
I tak mimo porannego chłodu nasza brygada zajęła się kontrolowaniem flaszek. Po osuszeniu kolejnej stwierdzali, że była w porządku i przechodzili do wnikliwej analizy następnej. Pierwszy zaczął odpadać Tygrysek:
- Nie pokonali nas Obcy, to kur*a pokona nas pogoda - zaczął marudzić - trzeba jakoś zabrać te flachy do domu.
- Spoko, to tylko po 15 sześciopaków na głowę, tylko gdzie to pomieścimy? - zatroskał się Prosiaczek.
- Odwiedzimy naszego kumpla Krzysia, zobaczymy jak się miewa - z uśmiechem zaproponował Puchatek - i dyskretnie go wyjebiemy... gołego na dwór.
I tak nasza niestrudzona drużyna, z chwałą w zdezelowanych spirytem sercach, z ciężarem zdobytych winobluszczywin, podążyła raźno przed siebie.

KONIEC CZĘŚCI DZIEWIĘTNASTEJ
2ml
2009-10-05, 22:45
  CZĘŚĆ DWUDZIESTA: PEOPLE IN SPORTS WEAR

Był piękny letni poranek. Królik zapukał do drzwi Puchatka. Pukał tak przez dłuższy czas, bowiem brygada leżała wewnątrz zalana w trupa po wczorajszej libacji. Królik jako jedyny nie pił, ponieważ pękł mu wrzód na żołądku i musiał iść wcześnie do domu zażyć lekarstwo.
Wreszcie z domku dobiegły dziwne stękania i łoskot walących się mebli.
- Kiego chuja mnie budzą w środku nocy - Puchatek na kacu był cokolwiek agresywny.
- Odjebało ci? Jest 9:00, jaka noc? - Królik starał się wyprowadzić z błędu Kubusia.
- Co mi tu kur*a pierdolisz zającu, przecież jest ciemno!!! - wrzasnął Kubuś.
- Ciemno ci bo chlałeś metyl buraku - odparł Królik - I nie nazywaj mnie więcej zającem!!!
- Wal się na ryj - mruknął Kubuś i wszedł do środka. Królik wszedł za nim i w jego nozdrza uderzył trudny do opisania odór niemytych ciał, pawii i innych ekskrementów.
- Mógłbyś tu posprzątać - rzucił Królik.
- Stul pysk!!! Porządny się znalazł, w mordę go i kijem!!! - Puchatek był już nieźle wkurzony. Królik wycofywał się w stronę drzwi, bo Kubuś drżącymi rękami szukał po omacku kija od bejsbola, gdy nagle potknął się o śpiącego Prosiaczka.
- O kur*a! - wrzasnął Królik i wyjebał się do tyłu jak długi.
- O kur*a! - wrzasnął Prosiaczek któremu Królik nadepnął na ryjek.
- O kur*a! - wrzasnął Tygrysek, któremu Prosiaczek zasadził kopa w jajca, zupełnie zresztą niechcący.
Tymczasem zdezorientowany Kubuś, któremu metylowa ćma jeszcze nie do końca przeszła, odpuścił sobie szukanie kija i usiadł na czymś miękkim.
- spier*alaj z mojego grzbietu! - ryknął Kłapouchy i jednym wierzgnięciem pozbył się Puchatka.
Szykowała się mała wojna domowa, bo każdy był wkurwiony na kogoś innego z brygady, gdy wtem dało się słyszeć głośne UMPS-UMPS-UMPS.
- Tylko mnie tak łupie we łbie, czy was też? - zapytał rzeczowo Tygrysek.
- Nie ma co, trzeba to zbadać - powiedział Kłapouchy i gromada ruszyła do wyjścia. Puchatek szedł niepewnie, ale efekt metylowy zaczął powoli mijać.
Na dworze świeciło słoneczko i ćwierkały ptaszki. Tygrysek podniósł spory kamień i przyp**rdolił w gęstą koronę drzewa, skąd po chwili wyleciały oburzone jaskółki.
- Jak nie zamkniecie tych głupich ryjów to was kur*a powybijam - rzucił przez zęby na odchodne.
Odgłosy UMPS UMPS były coraz wyraźniejsze i niebawem nasza grupka ujrzała dwa ospojlerowane maluchy z których dochodziła głośna dresiarska muzyka. Przy samochodach stali czterej dresiarze. Dwóch z nich wyjęło torebki z białym proszkiem, a pozostali łuszczyli kasę z kieszeni dresów.
- Panowie, jeśli oczy mnie nie mylą to oni mają LSD - kwiknął podniecony Prosiaczek.
- Ale towaru... starczy na cały tydzień - grzał się Puchatek któremu powrócił już wzrok.
- Nie możemy tego tak zostawić, hej szable w dłoń, hajda na wroga!!! - ryknął Kłapouchy i ruszył z krzaków, a za nim cała banda. Szybko otoczyli dresiarzy. Tygrysek w bojowym nastroju wybił tylną szybę w maluchu i wyszarpnął półkę.
- Co kur*a, muzyka ci cwelu przeszkadza? - zapytał jeden z dresiarzy.
- Jak ty kur*a się odzywasz do mojego przyjaciela? - Puchatek zaszedł drecha od tyłu i walnął z całej siły bejsbolem w zgięcie kolan. Dresiarz upadł na kolana i tak już został.
- O wy skurwysyny... - dwóch pozostałych dresiarzy wyciągnęło paralizatory a trzeci sprężynowy nóż z bazaru.
- I co teraz chujki? - zapytał ten w dresie Odadis.
- g*wno, pierdolony bezmózgu, giń!!! - Kłapouchy wsadził mu w dupę lufę od obrzyna i pociągnął za spust. Reszta brygady powyciągała broń. Dresiarzom opadły szczęki i potulnie rzucili paralizatory na ziemię.
- Dawać kur*a LSD!!! Dawać bo was kurwy w paski rozpierdolę!!! - Kłapouchy wpadł w szał, jego pysk pokryła piana, biegał z obrzynem i strzelał dresiarzom nad uchem.
- Spokojnie Kłapciu, bo ze strachu nie mogą się ruszyć - Prosiaczek był pragmatykiem. - No ruszać się cwele, wyskakiwać z towaru!
- Jeszcze tu kur*a wrócimy... - zapiszczał ten w dresie RedBook'a i zamilkł trafiony bejsbolem Puchatka.
Brygada sprawnie obszukała spętanych i zakneblowanych drechów. Łupem padło 25 kartoników z LSD z wizerunkiem Kota Grubego Freda, 6 działek amfetaminy wątpliwej jakości oraz 1234zł i 36gr którymi dresy miały zapłacić za towar swoim kumplom.
- Hej guys, łi ricz - zawieśniaczył Tygrysek
- Ummmpf... Ummmpfff... powiedział zakneblowany dresiarz. Jego wzrok obiecywał krwawą zemstę.
- Co się chuju gapisz? - but Tygryska zmiażdżył mu jajca. Dresiarz zamilkł i wił się na ziemi.
- Panowie - odezwał się niespodziewanie Królik - nie można tu ich tak zostawić, zaśmiecają las...
- No to co z nimi zrobimy? - zapytał Prosiaczek. - Zakopiemy ich w twoim ogródku?
- Nie zmieszczą się, a poza tym mój ogródek to nie miejsce dla dresiarzy. Mam pomysł...
- Jaki??? - wykrzyknęła chórem brygada, bo Królik nie wykazywał się pomysłowością.
- Ponieważ ta amfetamina wygląda podejrzanie, naszprycujmy nią tego cwela co został w jednym kawałku, załadujmy resztę do malucha i niech spierdalają. Jak się rozbiją to będzie wyglądało na wypadek, a strata mała. Poza tym rozpęta się kampania przeciw dresiarstwu i więcej tu tacy nie przyjadą...
Brygada uznała, że to świetny pomysł, dwóch dresiarzy znalazło się na tylnej kanapie malucha, szczątki tego którego rozjebał Kłapouchy poszły do bagażnika, a ten co się najlepiej trzymał został przywiązany do drzewa.
- Stój spokojnie, nie ruszaj się, to nie będzie bolało... - Puchatek z wrednym uśmiechem sypał do reklamówki zawartość sześciu torebek amfy.
- Nieeee ja nie chcę!!! Maaaaaaaamoooooo - darł się dresiarz.
- Stul ryja - powiedział z uroczym uśmiechem Tygrysek, po czym wprawnie założył mu na głowę reklamówkę i zawiązał sznurek na szyi.
- Dwie minuty - powiedział Królik.
Po minucie dresiarz przestał się szarpać. Po kolejnej minucie brygada odwiązała bezmózga od drzewa i wsadziła do samochodu. Dresiarzowi zaczęła wracać przytomność. Brygada zaczęła go wprowadzać w nastrój:
- Aaaa kur*a jakie wielkie pszczoły!!! Uciekajmy!!! - darł się Królik.
- Atakują nas, atakują...!!! - ryczał Kłapouchy
- Spierdalajcie stąd, bo was zjedzą!!! - piszczał Prosiaczek zataczając się ze śmiechu.
- RATUJCIE DRESY!!! - wrzasnął Puchatek. To podziałało. Przerażony dresiarz odpalił silnik i ruszył z piskiem opon. Przez chwilę było widać jak jedzie zygzakiem, po czym zniknął za wzniesieniem.
- OK, jeden wrzód z dupy mniej - Królik zatarł łapki. - A teraz może byśmy...
JEEEEEBUUUUUUUUUUUUUDDUUUUUUUUUUU !!!!!!!!!
Nad wzniesieniem pojawił się ognisty grzybek.
- O kur*a... ale fajny grzyb - powiedział Kłapouchy.
- Olać tych cweli, najważniejsze że mamy kasę, dragi i... samochód!
Po chwili brygada siedziała w drugim maluchu. Za kierownicą usiadł Puchatek.
- W drogę, do Baba Jagi (tm), od tego klepania dresiarstwa suszy mnie w gardle, a zresztą już 10:30 i pora na małe conieco. BabaJaga(tm) wyszła przed domek zaniepokojona odgłosem malucha.
- Oooo co to to nie, wypierdalać dresiarze jebani, nie sprzedam wam mojego wina!!! - krzyknęła BabaJaga(tm) na widok dresiarskiego malucha.
- Nie pier**l tylko dawaj wińsko stara ruro! - krzyknął Prosiaczek niezbyt grzecznie.
- O nie, moje wino nie jest dla dresiarzy... - zaczęła niepewnie BabaJaga(tm).
- Pokurwiło cię? Ze stadem chujów się na łeb zamieniłaś? Przecież my nie jesteśmy żadnymi jebanymi dresiarzami, a furę zajebaliśmy jakimś cwelom! - sprostował Tygrysek.
- Aaaaa... bo... no, tego... te paski mnie zmyliły... - jąkała się BabaJaga(tm)
- Nie pier**l tylko dawaj wino, trzy skrzynki, jadziem na piknik nad rzeczkę! - piszczał podniecony Prosiaczek.
- A macie pieniądze? Bo wiecie, kredyt umarł, kryzys żyje - kto nie płaci ten nie pije... - zapytała podejrzliwie BabaJaga(tm)
- Jak za 3 minuty nie przyniesiesz wina to... - Kłapouchy nie dokończył, bo BabaJagi(tm) już nie było. Po chwili brygada pakowała wińsko do malucha. Tygrysek zapłacił za wino i nawet dorzucił 50 groszy tytułem napiwku. BabaJaga(tm) zniknęła na chwilę w domku i po chwili wyszła z butlą pod pachą.
- To dla was, za to że jesteście stałymi klientami. - podała Tygryskowi butelkę.
- Stolicznaja... Oryginalna ruska wóda... no, no dzięki BabaJago... - Tygrysek był szczerze wzruszony.
Po godzinie ekipa dojechała nad rzeczkę w okolicę mostku. Puchatek nie zapanował nad kierownicą i wpierdolił się maluchem w krzaki. Wyskoczył stamtąd goły Krzyś i Pan Sowa.
- Ej ciota, wypierdalaj mi stąd bo ci zrobię porodówkę kijem od szczotki! - huknął Tygrys wysiadając z samochodu.
- No co... my tylko... - zaczął Pan Sowa
- Co tylko pedofilu pierdolony? Idź ruchać gdzie indziej, pod lasem otworzyli właśnie nową podstawówkę - powiedział Prosiaczek z obleśnym uśmiechem.
- Taaak? O rety, nie wiedziałem o tym, pa Krzysiu, zadzwoń do mnie jutro wieczorkiem! - To rzekłszy Pan Sowa odfrunął w kierunku nowej podstawówki.
- A co do ciebie mały pedałku... - powiedział Kłapouchy do Krzysia - spróbuj tego! - i wierzgnięciem wrzucił Krzysia do rzeczki. Krzysia wyłowiła potem straż pożarna jakieś 20 km dalej ledwie żywego.
- No brygada, to możemy chlać. Teren czysty! - powiedział Tygrysek i ekipa zabrała się do spożywania alkoholu. Na rozruch poszła Stolicznaja, a potem standardowo Heracles - Classic Płońsk Aperitif. Po kilku godzinach przyjaciele byli kompletnie najebani. Puchatek z Kłapouchym poszli na most pobawić się w grę Czyj-Bełt-Szybciej-Wypłynie-Z-Drugiej-Strony, Prosiaczek leżał na trawie na plecach i robił 'wieloryba' czyli rzygał w górę, a Tygrysek próbował z pijackim uporem uruchomić malucha. Pod wieczór gdy wszyscy trochę wytrzeźwieli postanowili wrócić do domu. Zapakowali się do samochodu.
- No rusz się ty do kurwy nędzy chuju na kaczych nogach - powiedział do samochodu Tygrysek i zajebał łapą w deskę rozdzielczą. Niespodziewanie włączyło się radio.
- "...dziś w wypadku drogowym zginęło czterech młodych ludzi, ich samochód wpadł na drzewo, kierowca był najprawdopodobniej pod wpływem alkoholu..."
Trach!!! Kłapouchy wyłączył radio kolbą obrzyna.
- Co oni pierdolą, jaki alkohol, on był naćpany, przekroczył trzy razy dawkę śmiertelną amfetaminy, a oni takie głupoty pierdolą! - złościł się Kłapouchy.
- Zamknijcie się bo w życiu nie ruszymy! - krzyknął Tygrysek. - Wysiadać i pchać!
Po kilku minutach pchania okazało się że nie ma benzyny, więc nasi bohaterowie podpalili samochód i porzucili go w lesie. Do domu mieli bardzo daleko, ale na szczęście mieli ze sobą energetyczne kartoniki z LSD które zabrali dresiarzom, więc późnym wieczorem dotarli do domku BabyJagi(tm), do której przyszli po nowy zapas Heraclesa. Ponieważ BabaJaga(tm) usiłowała protestować z uwagi na późną godzinę, Puchatek szturchnięciem kija bejsbolowego w żebra dał jasno do zrozumienia że dla stałych klientów nie ma czegoś takiego jak późna pora.
Zaopatrzeni w zapas taniego wińska ruszyli do domku Królika, bo u Puchatka nie dało się wytrzymać od smrodu, i pili do samego rana.

KONIEC CZĘŚCI DWUDZIESTEJ
2ml
2009-10-05, 22:46
  CZĘŚĆ DWUDZIESTA PIERWSZA: SHOPPING & FUCKING

- Booooli... - jęknął Puchatek. Chwilowo wolał nie otwierać oczu.
- Znaczy, że jeszcze żyjesz - wystękał Kłapouchy. Jego głos był dziwnie wygłuszony i miał metaliczny pogłos.
Kubuś zaryzykował uniesienie powiek. Kiedy podwójny obraz połączył mniej więcej w jeden, miś z wysiłkiem skoncentrował się na rejestrowaniu szczegółów otoczenia. Takich jak Kłapouchy z łbem w wiadrze rzygowin, Tygrysek rozciągnięty na blacie beznogiego stołu kuchennego, Prosiaczek chrapiący w wypełnionym do połowy bełtami zlewozmywaku czy wreszcie, uśmiechający się błogo przez sen Królik, z którego dupy wystawała przepychaczka do klopa.
- ... i jeszcze jedną lewatywę, siostro... - mamrotał przez sen.
- Obudź się pierdolony długouchy ciotopedale! - nie wytrzymał Kubuś.
- O ranyyy! - wrzasnął Królik zrywając się na równe nogi. Rozejrzał się wokoło nieprzytomnym wzrokiem i usiadł na podłodze.
- Ćlumpf! - przepychaczka przyssała się do pokrytej sraczkowatym linoleum podłogi. Jej trzonek w całości zagłębił się w dupie długouchego.
- Ałakurwanęndza!!! - wrzasnął Królik. - Czy już zawsze będę się, kur*a, budził z jakimś badziewiem w dupsku?
- Zawsze - wyszczerzył zęby Puchatek. - Tak ładnie prosisz, żeby ci w nią coś wsadzić, zawsze kiedy wypijesz piąte wino. Pakować cię nie będziemy, bo my pieprzonymi ciotami nie jesteśmy, a po Krzysia nikomu nie chce się biegać. Zresztą on i tak woli być bierny. No więc pakujemy to, co jest pod ręką. Ciesz się, że to nie był pogrzebacz.
- Slurpp - pop! - rozległo się, gdy Królik ostrożnie podniósł się z podłogi zostawiając za sobą przepychaczkę.
Ten dźwięk obudził zanurzonego w zlewie Prosiaczka.
- Kurwaaa! Pomocy, topię się - zawołał miotając się w rzygowinach.
- Kurwaaa! Pomocy, spadam - wrzasnął obudzony jego krzykiem Tygrys.
- Kurwaaa! Pomocy, oślepłem - zadudnił w wiadrze głos Kłapoucha.
- Kurwaaa!!! Zamknąć parszywe ryje!!! - Puchatek odezwał się przytomnie. Tuż po przebudzeniu, zanim jeszcze przyjdzie kaczor, zawsze miał parominutowy moment, w którym myślał logicznie i jasno. Mniej więcej do pierwszego klina.
- Prosiak! Wcale się nie topisz. Tygrys! Stół od poprzedniej biby nie ma nóg, więc nawet jak spadniesz z tych pięciu centymetrów, to się durny chuju nie potłuczesz. Kłapouch! Po prostu, kur*a nędza, wyjmij głowę z pierdolonego wiadra!
- Wybawco!!! - ryknęła wdzięczna trójka kompanów.
- Ale ja sobie tą przepychaczkę zapamiętam - warczał pod nosem niezadowolony Królik. - Pedzia będą ze mnie robić, skurwysyny niedorobione...
Szybko okazało się, że do picia w domku Puchatka zostało już tylko paskudne bezalkoholowe piwo "Mocny Full (rekwizyt filmowy)". Ale w gardle kołek, co począć - ekipa postanowiła udać się do sklepu Baba Jagi(tm).
- Whassup, Chuju! - przywitał się serdecznie Prosiak.
- Whassuuup! - Baba Jaga(tm), znany również pod pseudonimem artystycznym "ch*j" wywalił język na brodę.
- Dwie zgrzewy "Classica", tylko kur*a szybko, bo suszy jak skur***yn.
- A kasa jest? - zaniepokoił się ch*j.
- Kłapciu, ile nam zostało? - spytał niechętnie Kubuś.
- 1014zł i 28 groszy.
- Zaje*iście!!!
- W tym 1000zł w banknocie z Kopernikiem.
- kur*a, debilu, po ch*j nosisz ten stary papier??? Wkurwiasz mnie, wiesz?! - zirytował się Prosiaczek.
- Chcesz wyjść? - Kłapouchy posłał mu swój słynny uśmiech "jeśli - szukasz - kogoś - kto - nakarmi - cię - twoimi - własnymi - jajcami - to - znalazłeś".
- Dobra, kur*a, co się denerwujesz. To przez kaczora, taki drażliwy się robisz - Prosiakowi wyraźnie zrzedła mina.
- Ej, panowie, nie starczy wam na dwie zgrzewy - przerwał pogawędkę ch*j. - Tu nie hipermarket, tu są, kur*a, prawdziwe polskie ceny! Jak chcecie się nachlać za pół darmo to... - nie dokończył. Wierny bejsbol Kubusia posłał go na podłogę.
- ... idźcie do hipermarketu - dokończył za niego miś, wyszczerzając się z satysfakcją.
- No to idziemy! - zadecydował podjarany Prosiak.
- Ale najpierw winko na drogę - stwierdził Tygrys łapiąc kilka flaszek "Classica". Rozdawszy je kumplom, wlazł na ladę, wypiął dupę i bez ceregieli zesrał się na zmasakrowanego Baba Jagę(tm).
- A tobie, kur*a, co odpierdoliło?
- Nie wiecie chłopaki? - zdziwił się Tygrys. - Kto wypina, tego wina. Znamy się z chujem tyle czasu, że nie możemy go tak po prostu okraść. To byłoby chamskie. Jeszcze cofnął by nam zniżkę...
Nasza ekipa wytoczyła się rechocząc z leśnego sklepiku, i skierowała swe nierówne, poplątane kroki w stronę hipermarketu Kalafiur, który pedalskie francuziki wybudowały na skraju lasu. Pierwszą przeszkodą, jaką napotkali na miejscu okazał się system racjonowania wózków. Wszystkie stały poprzyczepiane do siebie łańcuchami, tak, żeby przemiłe starsze panie spędzały całe godziny, zastanawiając się, jak je rozłączyć. Przecież gdyby wystarczyło włożyć do wózka monetę, tak jak było napisane na ścianie, to byłoby stanowczo za łatwo. O nie, starsze panie za punkt honoru stawiają sobie obejście tego zabezpieczenia. Na swoje nieszczęście nasza dzielna drużyna, trafiła na jedną z tych wózkowych hackerek - emerytek.
- Szybciej, pierdolona jędzo! - już po minucie czekania zirytował się Prosiaczek.
- Zamknij dziób, kurduplu - sfrustrowana niepowodzeniami na polu wózkowego hackerstwa emerytka, najwyraźniej złapała agresora. - Jak zarobisz w ryj laską, to się oduczysz pyskować starszym.
Jednak wykonana z nierdzewnej stali laska nie dosięgła głowy Prosiaczka. W locie przechwycił ją Królik, i zdzieliwszy jędzę w ryj, zaczął udowadniać, że bawi go także, kiedy kto inny ma coś wetknięte w dupę. Przedtem jednak palnikiem acetylenowym, który na wszelki wypadek zawsze miał pod ręką, rozgrzał do czerwoności jeden koniec laski.
- Ładnie żeś ją załatwił - cmoknął z uznaniem Puchatek - Tylko, dlaczego wsadziłeś jej ten nierozgrzany koniec?
- Żeby za ten rozgrzany koniec nie mogła złapać i jej wyciągnąć - odparł szczerząc się Królik.
- Ty to chyba osobiście masz coś do starych jędz? - zagadnął Kłapouchy.
- Wiesz, jaką Zaje*iście wielką mam rodzinę? Jakbyś miał 172 stare ciotki, też byś to miał - odparł przez zaciśnięte zęby Królik, odcinając palnikiem łańcuch przytrzymujący wózek.
Już po chwili cała ekipa wparadowała do środka Kalafiura. To jest wjechała, zaprzężonym w Kłapoucha wózkiem.
- Wio!!! - darł się na całe gardło Prosiak.
- Spierdalać, teraz moja kolej! - zaprotestował osioł.
- Wio, powiedziałem, niedorobiony ośle!
- Chcesz wyjść???
- No dobra, co się kur*a irytujesz??? Już wysiadamy.
Kłapouchy usadowił się w wózku.
- Naaaaprzód! Do stoiska z wódą! - zakomenderował. Pozostali przyjaciele z wysiłkiem rozpędzili wózek.
- I raaaz! - krzyknęli puszczając go w stronę piramidy puszek piwa "Hyskie" 2.10zł/0,5l.
- PIERDUDUDUDududududu!!!... - rozległo się w całym sklepie.
- PRACOWNIK DZIAŁU SPOŻYWCZEGO PROSZONY DO STOISKA Z ALKOHOLEM! - rozległo się w całym sklepie.
- Jak się wygrzebię spod tej sterty puszek, to was wszystkich rozjebię - rozległo się w całym sklepie.
Kłapouchy nie miał jednak dotrzymać tej obietnicy. Pierwszą rzeczą, jaką zobaczył, gdy wstawił głowę ponad stertę puszek były wrotki. We wrotkach umieszczone były długie nogi zakończone zgrabnym tyłeczkiem w białych majteczkach ledwie osłoniętych króciutką, czerwoną spódniczką. Kłapouchego zaswędziało. A nie był to wcale jeszcze koniec atrakcji. Powyżej znajdowały się dwa urocze cycuszki, na których kołysał się identyfikator "Pracowniczka Hipermarketu Kalafiur - Marzena". Kłapouchy, skuszony tym widokiem, spojrzał jeszcze wyżej.
Niepotrzebnie. "Taka laska, a zamiast twarzy reklama cyrku" - pomyślał. "Nic to, flagę na twarz i za ojczyznę!"
- Avantiiii!!! - Kłapouchy wydał z siebie okrzyk bojowo-godowy, rzucając się na dziewczynę.
Wprawnym ruchem zdarł jej bluzkę, drugą rękę zapuszczając do majtek. Nim przyjaciele dotarli na miejsce zdarzenia, zdążył wziąć Marzenę opierając ją o regał z fistaszkami. W międzyczasie reszta zajęła się pakowaniem do wózka, wszystkiego najprocentowszego. Tylko Prosiaczek, który co chwila zrzucał z półek jakieś butelki swoją sterczącą pytą, został oddelegowany do Marzeny.
- kur*a, co robisz durny Bekonie?!? - wściekł się Tygrys. - Jak tak nie możesz wytrzymać, to idź zmienić Kłapoucha. Starszy jest, zmęczył się już, teraz ty możesz przepchać szparkę tej siksie!
Prosiakowi nie trzeba było dwa razy powtarzać.
- AAAAAAaaaaaaach!!! - rozległo się w całym sklepie.
- Słyszałeś - skomentował Kubuś sięgając po litrową Łódkę-Bolls - już się za nią wziął.
- A czujesz ten zapach? - zagadnął Tygrys chwytając tequilę.
- Acha...
- Palona guma, skubaniec założył prezerwatywę.
Po mniej więcej pół godzinie ekipa była gotowa do wyjścia. Tygrysek, Puchatek i Królik udali się w kierunku kasy mozolnie popychając załadowany wózek. Kłapouchy i Tygrysek udali się w tym samym kierunku, nie mniej mozolnie popychając, nie mniej załadowaną Marzenę.
- Kto z państwa płaci? - burknęła kasjerka.
- Marzena! - wykrzyknęli razem.
I tak, nasza dzielna brygada zdobyła alkohol i dupę na wieczorną imprezę. A po wypiciu koszyka zacnych trunków, twarz Marzeny wydała im się całkiem znośna. Dmuchali ją sobie na wszyscy zmianę, z wyjątkiem Królika, który po kilku głębszych poszedł szukać przepychaczki do klopa...

KONIEC CZĘŚCI DWUDZIESTEJ PIERWSZEJ
2ml
2009-10-05, 22:46
  CZĘŚĆ DWUDZIESTA DRUGA: THE WOMEN ARE... HOT!

Zbliżało się piękne majowe południe. Wiosenny żar lał się z bezchmurnego nieba i nawet jeden listek nie drgnął na drzewach Stumilowego Lasu. Kłapouchy, Tygrysek, Królik i Prosiaczek w cieniu rozłożystego dębu kończyli właśnie pierwszy czteropak BYX-ów SUPER POWER STRONG, rewelacyjnego odkrycia ostatniego sezonu, gdy na horyzoncie pojawił się Prosiaczek.
- Sie macie defty - zagadnął.
- Cze Prosiak - leniwie odpowiedział Puchatek.
- Daj który ściągnąć wira, bo od tego kurewskiego upału robią mi się mroczki przed gałami...
- Hir ju ar- Królik podał prawie opróżnioną butelkę boskiego nektaru.
- O ja pier*olę, coraz więcej dodają siary do tego gówna - zabulgotał Prosiaczek łapczywie przelewając zawartość flaszki do gardła.
- Ty tu, kur*a nie rezonuj - napomniał go Tygrysek - Królik musiał zastawić drugą nerkę w Zakładzie Patologii Społecznej, by była kasiuta na śniadanie. Ta bicz Babajaga nie chce kopsać towaru na krechę.
- O faken, ty Królik niedługo będziesz cały z długów - zaśmiał się wieśniacko Prosiaczek.
- Dobra piździelce, kasa się zara skończy, a do wieczora daleko - odpalił Królik i cała brygada popadła w ponure milczenie.
- Zerżnąłbym jakiś towar - nagle oświadczył Kłapouchy - chodzę tak napalony, że przeleciałbym nawet Zombie-gófera, gdybym pamiętał gdzie go zakopaliśmy. Co się tak kur*a gapicie? Żartuję ofkors, ale z krzyża bym spuścił - dodał z krzywym uśmiechem widząc spojrzenia przyjaciół. Wiosna w końcu jest, nie?!
- "Laski, laski roztańczone. Rozkładają nogi jak szalone..." - zanucił rozmarzony Prosiaczek.
- Można by zabajerzyć Kangurzycę, zad ma co prawda jak stodoła, ale lepszy byle cyc niż nic - rzucił pomysł Tygrysek
- Ty się kur*a lepiej nie wychylaj men. Pamiętacie jak nas zbluzgała od tych, no denege... degene... ratów, gdy Maleństwo przyjebało w drzewo na widok pasiastego? - zgasił go Królik.
- To może Babajaga... - kontynuował desperacko Tygrysek, lecz dalsze wywody przerwało mu ogólne zakrztuszenie się winem reszty towarzystwa.
-Padło ci na ten głupi łeb, chcesz nas zabić debilu? To taka sama przyjemność jak wyruchanie niedźwiedzia gryzzli - wykrztusił w końcu Kłapouchy.
- I mniej więcej takie samo ryzyko - dodał Puchatek.
-Veni, vidi, viva zwei! Aj`w got de ajdija - zawieśniaczył radośnie Prosiaczek, któremu spożyty byk ożywił ciało i umysł. - Wykorzystamy tę małą ciotę, Krzysia - oświadczył, co zaowocowało kolejnym masowym zakrztuszeniem.
- Kolejny ochujał z gorąca - skomentował Kubuś - wolałbym się do końca życia brandzlować, niż dotknąć tego nażelowanego pedzia.
- Nie będziemy go dymać - odparł w natchnieniu Prosiaczek. Zmusimy gnoja do przyprowadzenia kilku napalonych małolat ze szkoły. Będzie balet. Ty, Królik i Tygrysek lećcie po soki za resztę szmalu, a my idziemy poszukać maderfakera.
Przyjaciele bez trudu znaleźli Krzysia opalającego się nieopodal białego pedalskiego płotka.
- Się masz parówo - rozpoczął konwersację Prosiaczek, a Kłapouchy zwyczajowo wypłacił mu blachę. - Buźka cię nie boli? Bo zdaje się wczoraj byłeś u tego starego zboczka Pana Sowy?
- Nie, dziękuję, czuję się świetnie odparł wesoło Krzyś. A co u was chłopaki, przyszliście się pobawić? Mam nowe remiksy Justów...
- Siatap, maderfaker - brutalnie przerwał mu Puchatek serwując dodatkowo sójkę w bok.
- Słuchaj gnoju z kupą gówna na głowie, bo powiem tylko raz. Masz w try miga przyprowadzić jakieś fajne laski ze swojej szkoły, urządzimy dżamprez. Albo będziesz głównym bohaterem programu "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie" - sprawnie wyłuszczył sprawę Prosiaczek, zaś Kłapouchy dla podkreślenia wagi sytuacji strzelił Krzysia w ucho.
- Łaaa, co ja wam zrobiłem? Ciągle się czepiacie - zaczął chlipać Krzyś - Nie mogę przyprowadzić koleżanek, bo nasza Pani Dyrektor wszystkie ostrzegła przed wami.
- A to bicz - mruknął Kubuś.
Miś zaczął marszczyć czoło, co było nieomylnym znakiem intensywnych procesów intelektualnych. - On ma na chacie prawie nowy sprzęt stereo - oświadczył w końcu.
- No i...? - zaciekawił się Kłapouchy, lecz Prosiaczek już się połapał.
- Rozkmina jest taka: pogoni ten sprzęt na stadionie i nakręci profesjonalistki. Słyszysz pipo? Jedna ma być brunetką z małym jędrnym biustem, druga blondyną z wielkimi melonami.
- Well, i niech jedna będzie w długich skórzanych butach - dodał Kłapouchy. To dla Królika, może mu w końcu stanie. A my wracajmy, bo tamci dwaj już pewnie odpalają siarkofruty.
Upalny dzień zmieniał się zwolna w pogodną noc, a Krzysia wciąż nie było widać. Kaucjowane butelki po "HERACLES - Classic Płońsk Aperitif" walały się po całej polanie. Prosiaczek pogodnie gaworząc łaził na czworaka w kółko, Królik, jak zwykle zarzygany od góry do dołu po puszczeniu paru pawi na wieloryba, pogrążył się w stanie błogiej nirwany. Reszta przyjaciół w pozycji horyzontalnej zastanawiała się nad niesubordynacją Krzysia.
- Oberwę mu łeb i nasram do szyi - wycharczał Kłapouchy.
- Napakujemy mu w dupę worek żołędzi i poczęstujemy nim dziki - wtórował mu Tygrys.
- A gdzie znajdziesz teraz żołędzie? - zainteresował się Puchatek
Dyskusję przerwało wkroczenie na polanę trzech postaci, z których dwie okazały się mocno umalowanymi dajkami w krótkich spódniczkach i długich świecących butach na koturnach. Kłapouchy, Tygrysek i Kubuś zerwali się na równe nogi, przy okazji podnosząc do pionu Prosiaczka. Puchatek zawołał też na Królika:
- Kobiety są...
- ...gorące - odpowiedział Królik i otworzył oczy.
- Hallo boys - dziewczyny zamachały rękami. - Słyszałyśmy, że lubicie ostra zabawę - powiedziała jedna z nich, wyglądająca jak Britney Spears (tyle, że z większym biustem).
- That`s right, baby - szarmancko zawieśniaczył Tygrysek, ocierając łapą zaśliniony pysk, zaś nieopodal stojący Prosiaczek zaczął rytmicznie manipulować w swoich żółtych bermudach.
- Zwykle nie pracujemy w terenie, ani ze zwierzakami... zaśmiała się brunetka.
- W rzeczy samej, tak nas tutaj nazywają, mruknął Kłapouchy i zasyczał w stronę Krzysia - Już nas sprzedałeś gnoju? Spadaj, potem się policzymy.
- Ale Krzyś był taki wspaniały, dlatego przyszliśmy. My też mamy swoje potrzeby - dodała blondyna. - Jestem Melanie B., dla znajomych Mela.
- A ja jestem Melanie C, choć także bi - zaśmiała się druga. To co chłopcy, chcecie po kolei, czy wespół zespół? - zapytała z nutą profesjonalnego zainteresowania. Słysząc to, Królik w przypływie mistycznego transu upadł na kolana i rzekł składając ręce - Panie pobłogosław te dary, które będziemy spożywać...
- Napijecie się alpagi, dziewczyny? - spytał Tygrysek
- Chętnie, ale zostaw trochę na potem, do przepłukania ust. - odpowiedziała Mela B, a Królik tylko ekstatycznie zacisnął powieki.
- Bierzesz w tyłek? - rzeczowo zwrócił się do blondyny Kłapouchy.
- Głównie w tyłek, słodziutki - odparła z kuszącym uśmiechem.
Podhecowany osioł pomyślał, że w sumie taką apetyczną cycatkę mógłby na koniec zjeść...
Prosiaczek nie przerywając manipulacji w spodenkach szepnął do Kubusia:
- Ta Mela C ma strasznie owłosione nogi, mogłaby je ogolić.
- Nie marudź. Owłosione laski są bardziej namiętne - odpowiedział Puchatek z miną znawcy.
- No co jest panowie? Lecimy w kolejarza z podmianą, czy odstawiamy tu Wersal? - Kłapouchy zaczął tracić cierpliwość. - Czas to pieniądz.
- Niech zaczynają Prosiak i Królik - zawyrokował Tygrysek - Prosiak jest już zresztą gotowy - dodał patrząc na imponujący namiot z żółtych bermudów. Królik objął Melę C, Prosiaczek wziął pod rękę Melę B i cała grupka raźno oddaliła się w stronę pobliskich krzaków, zaś reszta przyjaciół z nową energią zaczęła pokrzepiać się resztkami markowego produktu Baby Jagi �. Miłą biesiadę przerwał jednak straszny krzyk i po chwili z krzaków wyskoczył golusieńki Prosiaczek. Oczy miał wielkie jak spodki z wizji agenta specjalnego Foxa Muldera.
- boo...nnnaammmaaaaa - Prosiaczek był w ciężkim szoku i dopiero solidna porcja wina wlana do gardła przywróciła mu względną równowagę wewnętrzną.
- Co się stało temu nieszczęsnemu skurwielowi? - nie mógł się nadziwić Puchatek.
- Nic, to szok pierwszego kontaktu, hehehehe. Daj se już na luz koleś i nawijaj - powiedział Tygrysek odbierając Prosiaczkowi prawie puste szkło. - Wymiękłeś, na widok gołej dupy, wiracho?
- Idź w ch*j - odpowiedział słabym, choć przytomnym głosem Prosiaczek - też byś wymiękł. Poszliśmy w krzaki i ona mnie rozebrała, kucnęła, wzięła do buzi, a potem zdjęła stanik i było po prostu przepięknie i gdy jej pomagałem zdjąć spódniczkę przed nosem wyskoczył mi jej fajfus. Ona miała fajfusa! Na sztorc i to większego od mojego! Dalej nie pamiętam, chyba krzyczałem. Dajcie jeszcze wina.
- To ten mały cwel Krzyś! - darł się Kłapouchy. Kogo ta parówa przyprowadziła! Niech tylko gnoja dorwę!
- Trzeba złapać te dwie pokręcone cioty i zrobić im jazdę - gorączkował się Kubuś. - Chcę widzieć jak wiszą na własnych flakach! Poślemy po paru czarnuchów z palnikami!
Brygada rzuciła się w mrok lasu, lecz odnaleźli tylko związanego, zakneblowanego i całego obsikanego Królika. Ten nigdy nie powiedział co wydarzyło się tamtego wieczoru, zasłaniając się trwałą amnezją i bardzo denerwowały go pytania o szczegóły. Nikt zresztą nie miał zbyt wielkiej ochoty wracać do tematu.

KONIEC CZĘŚCI DWUDZIESTEJ DRUGIEJ
2ml
2009-10-05, 22:47
  CZĘŚĆ DWUDZIESTA TRZECIA: SYMPATHY FOR THE DEVIL

Było piękne czerwcowe popołudnie. Żar lał się z nieba, choć sytuację ratował lekki wiosenny wietrzyk. Jednak na horyzoncie zbierały się ciemne chmury...
Nasi kompani w pełnym składzie spoczywali, po całonocnej i z lekka rannej libacji alkoholowej, pod wielką lipą. Kłapouchy swój wielki, opuchnięty łeb trzymał na radiu, które zajebał z domu Krzysia.
- Jak już masz kur*a taką poduszkę, to może byś włączył jakąś muzę? - zaproponował Tygrysek, którego rozsadzała energia po wciągnięciu dwóch kresek amfy.
- Nie radzę, jak znam życie, to w tej pierdolonej głuszy da się złapać tylko jedną stację - Kłapouchy był jak zwykle optymistycznie nastawiony do rzeczywistości.
- Odpalaj, nie pier**l - poparł Tygryska Prosiaczek. Niestety racja leżała po stronie osła...
- Tu radio maryja, katolicki głos w twoim domu. Jest środa, 6 czerwca, godzina osiemnasta. Przedstawiamy skrót wiadomości: kolejny spisek żydokom...
Kłapouchy nie zmieniając pozycji wyciągnął obrzyna i wpakował dwie kule w środek odbiornika.
- Mówiłem, kur*a - stwierdził flegmatycznie.
- Klinaaa, klinaaaa mi trzeba! "A Kingdom for a klina!" - ocknął się Króliczek, który jak zwykle leżał w wielkiej kałuży bełta.
- Te, uszasty. Walnij se, może ci przejdzie - powiedział Tygrysek podając Królikowi resztki wina HERACLES - Classic Płońsk Aperitif.
- I chce się żyć - sapnął uszczęśliwiony Królik wlewając w siebie całą zawartość szkła.
- Ej, kur*a przydałoby się coś dzisiaj porobić - rzucił propozycję Puchatek.
- No przecież kur*a robimy! Leżymy kur*a! Mało ci? Nie wyciągając peta z gęby rzekł Prosiaczek.
- Ale kur*a nie o to chodzi ty debilu! Chodzi mi o to, że przydałoby się... ech, nie wiem co? - inteligentnie odpowiedział Kubuś.
- Może się znowu nachlejemy, albo zjaramy? Podobno Sowa ma zajebiste palonko, sam hodował - powiedział Tygrysek do Puchatka puszczając przy tym pawia.
- Nieee...to jest już nudne. Ja bym zmontował jakąś mocną imprezkę - odparł Prosiaczek.
- Wiecie co? Widzę jakiegoś kolesia w czarnym gajerku, który tu lezie - powiedział Kubuś.
- Ty, kur*a, ja też go widzę. I ja. I ja też. Ja też! kur*a! Może mu wjebiemy? Co się będzie palant błąkał po naszym lesie? - Prosiaczek podsumował nastawienie brygady do obcych.
- OK - odpowiedzieli wyjątkowo zgodnie kompani.
Kolo wyglądał jak by się urwał niewiadomo skąd. Mimo upału miał na sobie czarny garniak, pod nim czarną koszulę. Rytmicznie gładził się po szpicbródce, a włosy na czole dziwnie się unosiły. Zza ciemnych przeciwsłonecznych okularów przebijały jakieś błyski. Frajer zbliżył się na parę kroków.
- Nie - powiedział.
- Co kur*a nie! Pojebany jesteś, czy co? - Kubuś jako team-leader zaczął prowadzić dialog.
- Nie skopiecie mi dupska. - powiedział nieznajomy.
- Ej, kur*a chłopaki, on chyba czyta w naszych myślach.
- Pewnie, że tak durnie! Na przykład Królik myśli teraz o tym jak przelecieć Kangurzycę - odparł nieznajomy.
- Oł fak! On naprawdę czyta w myślach! - Królik nie krył zaskoczenia.
- Żadne kur*a czytanie w myślach! Ty zawsze myślisz o Kangurzycy, więc nie trudno do chuja zgadnąć! - Kubuś był sceptyczny.
- A ty, to w ogóle co za ch*j? - Kłapouchy wykazał ślad zainteresowania.
- Jestem Księciem.
- Księdzem?! - Prosiaczek błyskawicznie przeładował Uzi i wycelował w stronę nieznajomego.
- Nie, no rzesz kur*a, nie księdzem tylko KSIĘCIEM! Księciem Ciemności.
- A, jasne - wyluzował się Prosiaczek - a jak cię wołają...
- Rogowiecki i Brzozowicz, co się na muzyce znają - zarapował bez sensu Kłapouchy.
- Możecie na mnie mówić Zło, Wujek Samozło - przedstawił się gość.
- Ooooo... a skąd ty? - spytał Królik.
- Jestem z piekła, przyszedłem na ziemię, aby znaleźć nowych wyznawców, którzy pomogą mi wypełnić proroctwa.
- To znaczy, że jesteś... ten... Szatan, no nie? - spytał Prosiaczek.
- Zgadza się, to jeden z moich pseudonimów artystycznych.
- I co, my mamy ci niby pomóc zniszczyć świat? - spytał Tygrysek, któremu wreszcie udało się skoncentrować na przybyszu.
- Tak. Wiele o was słyszałem. Wyróżniacie się. Jesteście wybrańcami.
- No to czadersko! Lubimy jak nas kur*a doceniają, hehehe. A kiedy masz rozjebać świat? - zainteresował się Puchatek.
- Nooo... dzisiaj o północy, ma się rozumieć! Złożymy ofiarę! - rozochocił się gość.
- Aaa... to my ci nie pomożemy, bo wieczorem idziemy na bibę do remizy wpierdolić paru dresom. Jak nam się poszczęści to może spotkamy tam Dżast Szajs, a wtedy zabijemy spedalonych skurwieli! - powiedział żądny krwi Prosiaczek, a oczy tradycyjnie zaszły mu krwią...
- Jesteście wybrańcami i musicie mi pomóc! - wrzasnął Wujek.
- Co kur*a musimy, no co? Nic kur*a nie musimy! I czego się kur*a drzesz palancie! Chyba nie wiesz jakie to uczucie obudzić się z bólem głowy po nocnej imprezce - skacowany Kubuś lekko wyszedł z nerw.
- Nie podskakuj mały pierdolcu! Mogę cię zniszczyć w parę sekund.
W tym momencie przy głowie Wujka pojawiło się Uzi Prosiaczka i obrzyn Kłapouchego.
- Ju token tu mi? Ju token tu mi?! Fak! - zatekśćił z angielska Kubuś podbudowany postawą kumpli.
- Dobra. Spoko. Nie szukam dymu - odparł troszkę zmieszany Szatan.
- W zamian za pomoc dam wam dwie skrzynki Heraclesa - spróbował negocjacji Wujek.
- Pięć! - zaczął targować się Kubuś.
- Dobra - odrzekł Wujek Samozło.
- No to dzisiaj o północy! A tymczasem szykuj kasę na wina.
- A tak w ogóle to jak mamy ci pomóc? - Tygrysek doszedł do wniosku, że nie zaszkodzi wiedzieć. Musiał odpowiednio podzielić działki amfy, żeby być w dobrej formie aż do nocy.
- Jak? O, to nic wielkiego. Drobiazg. Drobnostka. Szczególik...
- Gadaj kur*a!!!
- Będziecie mi potrzebni do zwabienia dziewicy jako ofiary.
- Pojebało cię, czy co? Skąd ty debilu jesteś? Przecież w tych czasach nie ma dziewic! - Prosiaczek nie krył dezaprobaty dla ekscentrycznych zachcianek Wujaszka.
- Tak się składa, że jedna jest! I mieszka tutaj - stwierdził Szatan.
- Aaaa... chodzi ci o tę ciotę Krzysia? Od jakiegoś czasu zabawia się z Sową. Sowa to stary zboczeniec, więc już po twojej dziewicy! - odpowiedział Puchatek.
- Nieważne, miała być ta pipa, więc będzie! - powiedział Szatan.
- Oki, panie straszny, ju łont pipa Krzyś, my go ci dostarczym!
- Zrobimy tak. Ktoś zaraz skoczy po tego pedała i zaprosi go na urodziny Królika, jak skur**el przyjdzie to Wujek go sobie weźmie i zrobi co chce - zaproponował Kubuś.
- Je, dats a gód pomysł. - powiedział zadowolony Prosiaczek.
Po jakimś czasie, gdy połowa ekipy oczekiwała w domku Królika, Kłapouchy i Kubuś popędzili po Krzysia.
- "Dzień dobry, przyszedłem do córki" - jak zwykle Kłapouchy musiał dodać coś od siebie.
Po chwili szli z Krzysiem do Królika.
- Mamy tę pipę jebaną w dzieciństwie przez starego! - powiedział wchodząc do domku Puchatek.
- Dajcie mi go! - rzekł Wujek.
- Nie tak szybko chujcu! Najpierw kasa na wina.
- Nie mam kasy. Oto moja karta kredytowa. - powiedział Szatan.
Tygrysek wyrwał kartę i popędził do BabyJagi. Reszta, oprócz Królika i Krzysia popędziła za nim.
Po paru minutach wszyscy wracali do domku obładowani wińskiem i innymi alkoholami. Prosiaczek niósł oprócz skrzynki Heraclesa skrzynkę Dżony Łokera, Kubuś Dżim Bima, Tygrysek zgrzewę browców, a Kłapouchy dorzucił skrzyneczkę spirytu.
- Te Szatan, jesteśmy kur*a z powrotem.
- "Zróbmy więc imprezę jakiej nie przeżył nikt" - zarapował Kłapouchy.
- Miało być pięć skrzynek Heraclesa! - wrzasnął Wujek.
- Ju haw jakiś problem!? - spytał się Prosiaczek.
- A ch*j wam w dupę. I tak idzie z konta tego palanta z góry.
- No to pijemy brygada! Krzyknął uradowany Tygrysek.
- "Za mało wódki za dużo powietrza, libacja wersja nowoczesna"- zarapował Kłapouchy.
- Ja nie będę pił alkoholu, on zabija, przyszedłem na urodziny! - zaczął płakać Krzyś.
- Zamknij się je*any pedale! - wydarł się Królik.
- Ja także nie piję. Mam misję do spełnienia - przypomniał przybysz.
Nagle Uzi i obrzyn skierowały swe lufy w stronę Wujka.
- Albo się może napiję? Tak dla rozluźnienia - zmienił zdanie Wujek.
Ekipa narzuciła ostre tempo. Kolejne korki znikały błyskawicznie z szyjek Heraclesa Okazało się, że Szatan to słaby zawodnik - odpadł po piątej kolejce (Krzyś stracił przytomność, bo nigdy nie widział na oczy tyle alkoholu). Brygada potraktowała to jako zaledwie rozgrzewkę. Przed świtem wyjebali wszystkie dodatkowe trunki zakupione u BabyJagi.
- Chtuuua hodzinnaaa? Młuszę znyszczicz świaat! - zabełkotał Szatan, rzygając non-stop na dywan Królika.
- Jeszte kur*a trzass! Szpij ty debiluu! Podsumował na koniec beknięciem Kubuś.
Po jakimś czasie wszyscy odpadli. Kłapouchy zawisł na żyrandolu przyczepiony za ogon. Tygrysek zasnął na kiblu rzygając. Prosiaczek spoczął z Uzi w rękach na fotelu i z butelką w pysku. Kubuś trafił jakimś cudem do wanny, a Królik zatrzasnął się w lodówce szukając marchewki.
Brygada, łącznie z Wujkiem Samozło obudziła się, gdy słońce znów było wysoko na niebie. Szatan zmył się szybko, nie wypełniając swej misji, Krzyś nadal leżał nieprzytomny, teraz uśpiły go opary alkoholu. I tak to dzielni bohaterowie ze Stumilowego Lasu zapobiegli końcowi świata...

KONIEC CZĘŚCI DWUDZIESTEJ TRZECIEJ
2ml
2009-10-15, 22:29
  Część Dwudziesta Czwarta - Never Ending Story


W stumilowym lesie było cicho. Drzewa szeptały coś do siebie, gdy wiatr szeleścił ich liśćmi. Pod dużym dębem mieszkał sobie Kubuś Puchatek. Z wewnątrz jego domku dochodził miarowy łomot sprawiający, że garnczki z miodem podskakiwały w kredensie. Przez okno zajrzało popołudniowe słońce. W jego świetle Puchatek ponownie wzniósł siekierę i opuścił ją z impetem na strzępki pozostałe po zwłokach Krzysia.
- Dlaczego...on...się...nie...mieści... - sapnął do siebie Miś, znowu tnąc resztki. Obok znajdował się mały kopczyk ziemi, a obok niego dziura, zakryta ulubionym dywanikiem Puchatka. Krzyś, ten samolubny smarkacz, nie mieścił się do wykopanej dziury, więc, zamiast ją poszerzyć, Kubuś zdecydował się odrąbać dzieciakowi nogi.
- To o wiele rozsądniejsze - stwierdził Miś i zamruczał sobie piosenkę, odcinając ostatnie ścięgna i upychając resztę ciała w dziurze, nakrywszy ją na koniec dywanikiem.
- Zawsze musiał mną rządzić - pomyślał Puchatek - Zawsze mną rządził, zawsze ciągnął mnie za łapę i mówił: "No, Misiu, chodźmy na Wyprawę" albo "Poczciwy, głupi Misiu!" tym swoim afektowanie słodziutkim dziecięcym głosikiem, i te jego głupie spodenki - bękart!
Przez calutkie popołudnie Kubuś czekał, aż wpadnie do niego Krzyś. Mruczał przy tym do siebie prostą, niemelodyjną piosenkę, gapił się bezmyślnie w ogień i bawił się drewnianą rękojeścią siekierki. Gdy Krzyś nareszcie się pokazał i zaskrzeczał: "No dalej, Kubusiu! Otwieraj!" Puchatek zachowywał się tak, jak zazwyczaj. Wpuścił małego, porozmawiał z nim o pogodzie, później zaś poszedł do kredensu i przyniósł siekierę. Krzyś usiadł sobie przy stole i paplał o tym, jakim to głupiutkim Misiem był Puchatek i jak mało miał mózgu. Ten zaś zebrał w sobie wszystkie siły, wzniósł wysoko siekierę i opuścił ją z satysfakcją. Ostrze niemalże przepołowiło czaszkę chłopca, która trzymała się tylko na kilku nitkach mięśni, a oczy Krzysia zastygły rozszerzone przerażeniem, że to Puchatek, że kochany Kubuś mógł zrobić taką rzecz! Miś zachichotał cienko i starł trzęsącą się łapą nieco śliny z pyszczka. Później, spokojnie, jak gdyby nigdy nic, wytarł krew, umył siekierę i zaczął kopać dziurę.
Prosiaczek, zdziwiony, dlaczego Kubuś nie wpadł do niego na swoją herbatę i biszkopciki, zdecydował się odwiedzić Misia. Podczas drogi podziwiał krwistoczerwony zachód słońca i słuchał śpiewu ptaków. Puchatek obserwował zbliżającego się Prosiaczka, a potem zagłębił świder.
Prosiaczek nie miał czasu, by zorientować się, co zaszło - świder przebił jego czaszkę i przepiękna fontanna krwi trysnęła na pomarańczowe futerko Misia. Rozcierając ją po sobie Kubuś chłeptał łapczywie czerwony płyn. Później wciągnął Prosiaczka do domu i wsadził do spiżarki. Strzykawka leżała na kredensie; Puchatek podniósł ją trzęsącymi się łapami i wypełnił roztworem śmiesznego, białego proszku, który dostał od ledwie przytomnego Królika. W pierwszym momencie dawał niespotykany efekt: Kubusiowi wydawało się, że widzi różne rzeczy, ale później doświadczył uczucia mocy i siły. Nieco go to zdenerwowało, ale przecież Krzyś i Prosiaczek wiedzieli co ich czekało, w to nie wątpił. Kiedy zapadła ciemna noc, Puchatek wyciągnął ich ciała na zewnątrz i pochował je w prowizorycznym grobie.
- Adios, drodzy przyjaciele - zachichotał Kubuś - Wiele rzeczy zmieni się w Stumilowym Lesie, kiedy ja zacznę tu rządzić. Śmiejąc się histerycznie, Miś wrócił do swej chatki.
Następnego dnia Tygrysek i Maleństwo radośnie wybrali się do Puchatka, by zapytać się go, gdzie też mogą się podziewać Krzyś i Prosiaczek. Nikt nie widział ich od dnia poprzedniego. Tygrysek był pewien, że Kubuś coś o nich wie, gdyż rano miał grać z Krzysiem w Misie-Patysie, a później wypić herbatkę z Prosiaczkiem.
Kiedy doszli do chatki, jej drzwi były szeroko otwarte, a Puchatka nigdzie nie było. Tygrysek i Maleństwo pokręcili się trochę wewnątrz. Zauważyli tam ogromną dziurę w podłodze, a także notatkę, przytwierdzoną do ściany kroplą gęstniejącego miodu. Można było na niej wyczytać: "WY SZEDŁEMK PO SYMOKA" (ortografia nigdy nie była mocną stroną Puchatka).
- To dziwne - pomyślał Tygrys - W Stumilowym Lesie nie ma smoków, są tylko Jentyki. Co znowu wymyślił ten głupi Misiek?!
Nawet jednak Tygrys nie odgadłby, co naprawdę zamierzał w tym momencie Puchatek. Tego ranka, gdy Kubuś się obudził, poczuł, że głowa mu pęka, a nos ma zasmarkany. Wziął więc dużą dawkę białego proszku, a w chwilę później wpadł na genialny pomysł! Trzymając pod pachą pojemnik opisany dużymi, czerwonymi literami ŚRODEK OWADOBÓJCZY podreptał do ulubionej kępy ostu Kłapouchego.
- To dobrze posłuży temu maniakalno-depresyjnemu osłu - zaśmiał się głośno Puchatek - Zawsze oszukiwał w Misie-Patysie, no a wiadomo, że oszustwo nigdy nie popłaca.
Później ukrył się za drzewem i patrzył, jak niczego nie spodziewający się osiołek zażera się na śmierć. Czysto poetycka sprawiedliwość, pomyślał Kubuś, wrzucając prawie martwe ciało Kłapouchego do tego samego grobu, co Krzysia i Prosiaczka.
- Nie powinieneś był oszukiwać, co? - krzyknął Puchatek, gdy oczy osła wpatrzyły się w niego z niedowierzaniem.
- Bądź szczęśliwy, że nie posiekałem cię na kawałki i nie nakarmiłem tobą Tygryska! - zarechotał Miś, zakopując prowizoryczny grób.
Przez cały ranek Miś był nieprzytomny, więc wrócił do domu dopiero w porze obiadowej. Był w paskudnym nastroju, toteż do szaleństwa doprowadził go widok Tygryska i Maleństwa brykających przed jego chatką i śpiewających: Hopsa, hopsa, hej, hej, hej, cudownie...
- Cudownie?! - pomyślał na głos Puchatek - Rany, autor tej Zasr*nej historyjki naprawdę mógłby wymyślić lepszą piosenkę. I pomyśleć tylko, że nagrali ścieżkę dźwiękową na album; to czyste zdzierstwo - ta myśl nieco pocieszyła Kubusia, ale było to chwilowe.
- Co takiego powiedziałeś? - zapytało Maleństwo.
- Boże, czy on nigdy nie przestaje zadawać żałosnych pytań?! - pomyślał wściekły Puchatek - Z tymi smarkaczami też trzeba będzie skończyć. Czy w tym miejscu nie ma już nikogo myślącego z wyjątkiem mnie?
Maleństwo musiało już iść do domu na swoją popołudniową drzemkę, pozostawiając swojego przyjaciela na łasce i niełasce Misia. Co więcej, Tygrysek zaproponował Kubusiowi wspólną grę w Misie-Patysie; na to Puchatek zgodził się i uśmiechnął się przebiegle, podczas gdy nowy pomysł formował się w jego nadmiernie aktywnym umyśle.
- Co za okazja - szeptał do siebie, idąc za niewinnym Tygryskiem w stronę mostu.
Gdy już dotarli na miejsce i rozpoczęła się raczej bezcelowa gra, Kubuś pomyślał, że wolałby raczej wetknąć swój patyk w dupę Tygryska niż wrzucić kijek do strumienia. Tygrysek przechylał się właśnie przez poręcz mostu wypatrując własnego patyczka. Nie zauważył więc szerokiego, przerażającego uśmiechu Puchatka, który wyciągnął swoje łapy i podążył w kierunku Tygryska, zamierzając zepchnąć go do strumienia.
- Koty nienawidzą wody, hie, hie, utopi się.
Rozległ się głośny plusk. To Tygrysek wpadł do wody i zaczął rozpaczliwie walczyć o utrzymanie się na powierzchni. Wkrótce jednak jego głowę zaczęła zalewać woda, więc dławił się i prychał. Miś trzymał się poręczy mostu, aż podskakiwał z podniecenia i radośnie krzyczał do tonącego Tygryska.
- Dlaczego? - parsknął Tygrysek, zaczynając powoli niebieszczeć z zimna. Puchatek uznał to za niemożliwie komiczne, no bo dajcie spokój, niebieski tygrys? Ależ to głupie.
- Powiem ci dlaczego, ty gnojku! - wrzasną Kubuś - Zasłużyłeś sobie na to, chowałeś się za drzwiami i przerażałeś wszystkich na śmierć.
Ale Tygrysek nie usłyszał już tej repliki, płynął bowiem w strumieniu twarzą w dół, martwy.
- Spadówa, krzyżyk na drogę! - zaśmiał się Miś i spojrzał na zegarek - Wciąż mam jeszcze czas, żeby dorwać tego małego dupka, Maleństwo, zanim się obudzi.
Puchatek podkradł się ostrożnie do śpiącej Kangurzycy i zobaczył ucho Maleństwa wystające z jej kieszeni.
- Teraz cię mam, gówniarzu! - pomyślał uśmiechnięty Miś i nawlókł na igłę wyjątkowo mocną bawełnianą nić. Był niezwykle wdzięczny Prosiaczkowi za jego lekcje szycia, gdyż teraz mógł gładko i równo zaszyć Maleństwo w kieszeni, aby nie mogło się stamtąd wydostać, ani żeby jego mama nie mogła go wyratować. Powoli i bardzo starannie Kubuś zaczął zaszywać Maleństwo w jego kieszeni, aby w ten sposób zadusić denerwującego przygłupa.
Po zakończeniu swojej czynności Puchatek z powrotem powędrował do chatki, zastanawiąc się, jak też zniesie Kangurzyca śmierć Maleństwa. Miał nadzieję, że źle. Nie mógł się powstrzymać od kaszlu i czuł mdłości.
Zanim dotarł do domu, zwymiotował już kilka razy i desperacko potrzebował jeszcze trochę roztworu białego proszku. Trzęsąc się, podniósł strzykawkę i wziął ostatnią pozostałą dawkę. Strasznie dużą dawkę, jak na takiego małego misia jak Kubuś. Tak naprawdę za dużą. Puchatek zmarł z przedawkowania, ale przynajmniej z uśmiechem na twarzy: śnił o tym, że był jedynym sprytnym pluszowym misiem i o tym jak pewnego dnia zaskoczył Kłapouchego - ale to już zupełnie inna opowieść.

Strona 3 z 41, 2, 3, 4

Powiązane wątki



Podobne tematy: